Kilkaset osób w nocy z 12 na 13 grudnia zgromadziło się przed willą Wojciecha Jaruzelskiego na warszawskim Mokotowie. Bezpośredniego dostępu do budynku broniła policja - od strony ul. Puławskiej w ogóle zablokowano ulicę Ikara przy której mieszka Jaruzelski. Bliżej demonstrantom pozwolono podejść od strony skarpy - tam barierki staneły zaledwie kilka metrów od wejścia do willi.
Właściwie można było mówić o dwóch manifestacjach - od strony skarpy było weselej - zagrała nawet rockowa kapela narodowców, od strony Puławskiej śpiewał i grał bard prawicy Paweł Piekarczyk.
W trzydziestą rocznicę ogłoszenia stanu wojennego promowali się narodowcy - swoje stanowisko miała Telewizja Narodowa, sprzedawano pismo "Szaniec", nad tłumem powiewały zielone proporce z mieczykami Chrobrego. Odżyły także dość zasłużone, ale zapomniane organizacje - Konfederacja Polski Niepodległej i Solidarność Walcząca. Twórca tej ostatniej podziemnej formacji, Kornel Morawiecki przyjechał specjalnie z Wrocławia na dzisiejszą demonstrację. - W tym dniu dużo mówi się o ofiarach stanu wojennego i dobrze, że tak się dzieje. Trzeba jednak pamiętać, że Jaruzelski pogrzebał szansę na inną Polskę, inny ład społeczny. Jaruzelski zmarnował nadzieję na lepsze życie Polaków - mówił Morawiecki w rozmowie z naszymi reporterami.
W tłumie spotkaliśmy też starych "bywalców" wieców pod domem generała: Tomasza Sakiewicza i Jana Pospieszalskiego. Naczelny "Gazety Polskiej" pochwalił się nam, że w ostatnim dwudziestoleciu najprawdopodobniej tylko dwa razy opuścił "imprezę pod domem Jaruzela". Raz był chory, a raz gdzieś wyjechał. - Te spotkania w tym miejscu zawsze są inne tak jak samo jak inna jest Polska. Czasem widać w twarzach ludzkich beznadzieję i smutek, czasem nadzieję. Ten powiew nadzieji widoczny był np. po wyborach 2005 roku.
Mało rozmowny był Tomasz Kaczmarek, czyli "Agent Tomek" - nie chciał chyba być zauważony na demonstracji, która jest w kontrze do pisowskiego Marszu Solidarności i Niepodległości. Zwolennicy PiS rozdawali ulotki zapraszające na ów marsz.
Dość sporo przyszło ludzi młodych. Pojawiła się grupa kibiców Legii, którzy zachowywali się nadzwyczaj poprawnie. Widać było także rodziców z dziećmi, które nie mogły pamiętać nawet 1989 roku.
W pewnym momencie grupa krewkich manifestantów, która chyba nie wierzyła, że Jaruzelskiego nie ma w domu zaczęła krzyczeć: "Wyłaź szczurze"! "Jaruzelski, w wolnej chwili, weź popełnij harakiri"! - waląc przy tym w barierki. Policja nawet nie zareagowała, jakby bała sie prowokacji. Manifestacji z oddali przyglądał się także kilkuosobowy oddział policjantów na koniach, który także nie został zmuszony do interwencji.
PSaw

