Olimpia Jabłońska: Jako kobieta nie tylko nie podpisuję się pod takimi postulatami, ale ponadto uważam je za szkodliwe, przede wszystkim dla kobiet. Antykoncepcja niszczy płodność i zdrowie kobiety, jest nieekologiczna. Feministki są dofinansowywane przez koncerny farmaceutyczne, produkujące pigułki antykoncepcyjne, i z tego wynika zakrojony na szeroką skalę lobbing antykoncepcji. Jeśli antykoncepcja zawiedzie, a żadna z metod nie daje stuprocentowej gwarancji, i kobieta zajdzie w ciążę, wtedy feministki zachęcają ją do aborcji. Kobieta, która spodziewa się dziecka, potrzebuje wsparcia i opieki. Feministki jako rozwiązanie problemu proponują jej zabicie własnego dziecka. Aborcja to nie tylko morderstwo ale i trauma na resztę życia. Współżycie seksualne wiąże się z miłością i odpowiedzialnością, a przez feministki jest sprowadzane do poziomu zakładania prezerwatywy na banana czy marchewkę. Jeśli w ten sposób szkoły będą informować o seksualności człowieka, to matki będą się bały posyłać tam własne dzieci. Ponadto doświadczenia brytyjskie pokazują, że edukacja seksualna w szkołach połączona z promocją antykoncepcji doprowadziła do wzrostu odsetka ciąż u nastolatek.
Kolejna kwestia, to parytety. Czy Pani zdaniem polskim kobietom są potrzebne parytety? Rzeczywiście, jesteśmy takie "nierównouprawnione"?
Kobiety w Polsce mają całkowitą swobodę w dostępie do urzędów publicznych i nie potrzebują parytetów. Praktyka wyborcza pokazuje, że kobiety zazwyczaj głosują na mężczyzn a mężczyźni rzadko na kobiety. Tego nie zmienią żadne parytety. Poza tym mniej kobiet niż mężczyzn chce czynnie uczestniczyć w życiu publicznym w charakterze np. posła, dlatego parytety prowadzą do sytuacji, w której lista wyborcza zapełniana jest kobietami na siłę. Kryterium wyboru na stanowisko państwowe powinny być kwalifikacje danej osoby a nie płeć. Kobiety podkreślają, że parytety je poniżają, bo sugerują, że nie potrafią sobie radzić w polityce. A to nieprawda.
Do wspomnianej przeze mnie debaty Federy w Sejmie zostały zaproszone tylko przedstawicielki jednej opcji - m.in. prof. Środa czy pani Agnieszka Graff. Abstrahując od tej konferencji, to chyba stara metoda działaczek feministycznych - pokazywanie tylko jednej strony medalu i zamykanie uszu na argumenty drugiej strony, tak, jakby nie miała ona prawa do głosu?
Rzeczywiście, owe Panie tworzą kółko wzajemnej adoracji i nie zauważają, że ich poglądy nie są poglądami większości Polek. Prawdziwe problemy kobiet to nie refundowana antykoncepcja czy prawo do aborcji, ale krótki urlop macierzyński i problem z zapewnieniem opieki dla maleńkiego dziecka, system podatkowy dyskryminujący rodziny z dziećmi czy przepełnione przedszkola. Ze strony feministek brak konstruktywnych propozycji rozwiązań tych problemów. Ponadto uczono mnie, że debata zakłada ścieranie się opinii w celu wypracowania najlepszego rozwiązania danego problemu. To co organizują te panie w polskim parlamencie nie ma nic wspólnego z debatą. To wzajemne poklepywanie się po plecach.
A propos wysłuchiwania argumentów drugiej strony - nie ma Pani wrażenia, że działacze pro life niezbyt skutecznie przedstawiają swoje racje. Zróbmy takie proste zestawienie - na zbliżającą się Manifę przyjdzie kilka(naście) tysięcy osób, na Paradę Równości w czerwcu - podobnie. A dziś, pod Szpitalem Bielańskim, w którym zabijane są dzieci z Zespołem Downa przyszła garstka obrońców życia. Zresztą, te pikiety są od kilkunastu tygodni i gdyby policzyć ludzi, którzy przez ten czas przewinęli się pod Bielańskim, to i tak będzie niewielki ułamek parad tej drugiej "opcji". Dlaczego tak jest? Nie potrafimy się zmobilizować?
Wydaje mi się, że z jednej strony może być to spowodowane przekonaniem, że w obecnej sytuacji w Polsce tego rodzaju manifestacje niczego nie zmienią. Z drugiej, ludzie obawiają się ewentualnych konsekwencji publicznego wyrażenia własnych poglądów, czy to w pracy, czy wśród znajomych. Mimo to optymizmem napawa fakt, że z roku na rok coraz więcej osób angażuje się w obchody Narodowego Dnia Życia, przypadającego w dniu 24 marca, czy bierze udział w majowym Marszu dla Życia i Rodziny. Warto się w takie inicjatywy angażować i promować we własnym środowisku.
Rozmawiała Marta Brzezińska

