Nowy dziennik nawiązuje linią do „Gazety Polskiej pisma codziennego”, które przestało się ukazywać 8 września 1939 roku. - Od XIX wieku redakcje „Gazety Polskiej” starały się przyciągać ludzi kochających Polskę. Służyły czytelnikom informacjami, opowiadały co istotnego dzieje się w kraju i na świecie – wyjaśnia naczelny Tomasz Sakiewicz.

 

- Dziennik w nowoczesnej i łatwej formie powinien docierać do każdego. Jego szata graficzna i sposób redagowania ma uprzyjemniać picie porannej kawy, podróż w zatłoczonych pociągach, autobusach i tramwajach, a czasem chwile przerwy w pracy – zapowiada Sakiewicz.


- W imieniu naszych Czytelników będziemy bezlitosnymi tropicielami korupcji, afer i przekrętów. U nas nie ma i nie będzie cenzury. Nie zastanawiamy się komu nadepniemy na odcisk, podejmując ważne tematy. Nie boimy się iść pod prąd, nie boimy się trudnych pytań – dodaje Gójska-Hejke.


W pierwszym dzienniku znajdziemy m.in. rozmowę Joanny Lichockiej z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Tematem z okładki jest efekt dziennikarskiego śledztwa Doroty Kani, która dotarła do współpracownika służb specjalnych, Krzysztofa W. Biznesmen zeznał, że Bronisław Komorowski chciał dać mu 100 tys. zł za Aneks do raportu z weryfikacji WSI. W lipcu trafił za kratki. To niewątpliwie dwa najmocniejsze punkty pierwszego numeru „GPC”.

 

Znajdziemy w nim także obszerny artykuł o tym, jak na otwarciu PGE Areny w Gdańsku ochrona kazała kibicom pociąć na kawałki wielką białą-czerwoną flagę.

 

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Tomasza Sakiewicza, trudno nazwać nowy dziennik tabloidem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Nie ma w nim taniej sensacji, skupiania się na życiu gwiazdek i celebrytów. „GPC” oszczędnie operuje emocjami, jego zaletą jest niewątpliwie kolorowa, a zarazem przejrzysta szata graficzna. To raczej półtabloid – gazeta traktująca o poważnych tematach w lekkiej formie.

 

Kolegom i koleżankom z redakcji „GPC” gratulujemy wydawniczego startu i życzymy dalszych sukcesów.

 

eMBe