Takie nadużycia muszą być zwalczone i tego w szczególności dotyczy list kardynała Dziwisza. W kościołach ma być grana muzyka religijna. Uporządkowana ma być kwestia opłat za takie koncerty. To jest po prostu dla mnie oczywiste.
Problemem jest również to jaką muzykę słyszymy na co dzień w naszych kościołach podczas liturgii. Bardzo często mamy do czynienia podczas Mszy Świętej z piosenkami o treści co prawda religijnej, ale która jest wykonywania zupełnie w świecki sposób. Są instrumenty, które nie powinny brzmieć tak jak często brzmią na liturgii mszalnej. To określa tradycja Kościoła i dokumenty II Soboru Watykańskiego. Kościół to precyzuje: ma to być muzyka dostojna, przede wszystkim wokalna, a muzyka instrumentalna odgrywaj tu tylko rolę akompaniamentu. Mają być śpiewane teksty liturgiczne zaczerpnięte z Mszału Rzymskiego i do melodii zatwierdzonych przez Kościół (czyli to, co w dużym uproszczeniu nazywamy chorałem gregoriańskim). Dopiero na drugim miejscu jest śpiew w językach narodowych a i to tylko ten, który ze względu na powagę tak formy jak i treści do liturgii się nadaje. Nie każda piosenka religijna nadaje się do użytku liturgicznego. My mamy dziś utożsamienie tych dwu związanych ze sobą, ale jednak nie tożsamych pojęć: muzyki religijnej, która jest pojęciem szerszym i muzyki liturgicznej. Jest to wprost przeciwne zarówno tradycji Kościoła jak i teologii liturgii, którą wyłożył II Sobór Watykański. Tego list kard. Dziwisza niestety nie porusza - uważa Barcikowski.
Not. Jarosław Wróblewski

