"Posłowie uznali, że projekty złożone przez SLD i Ruch Palikota są niezgodne z Konstytucją, a konkretnie z zapisem, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny jest pod ochroną i opieką państwa" - informuje dziennik. Reprterzy opisują inicjatywę kampanii na rzecz związków partnerskich "Miłość nie wyklucza", które zorganizowały manifestację. Zagrał zespół Top Les, fruwały baloniki i generalnie było "spoko".

 

Nie zabrakło uskarżania się na sytuację polskich gejów, krytykowania rządu, a nawet groźby (?). "Skoro nasz projekt jest niezgodny z Konstytucją, to niech zmienią Konstytucję. Do tej pory byliśmy grzeczni. Już nie będziemy" - cytuje słowa Małgorzaty Rawińskej "Gazeta Wyborcza". W podobnym tonie utrzymana była treść ulotek, których autorzy przekonywali, że projekty ustaw o związkach homoseksualnych są szansą na pozytywne zmiany.

 

Największą furorę zrobił jednak Ray Grant (co najciekawsze, Polak z dziada pradziada), który tak przeraził się poziomem "homofobii" nad Wisłą, że postanowił uciec do Holandii i zmienić nazwisko. "Są ku temu powody. Tam mogę chodzić ze swoim chłopakiem za rekę po ulicy, możemy wziąć ślub. W Polsce mam siedzieć w domu po kryjomu. W Amsterdamie mogę żyć jak człowiek, w Polsce muszę żyć jak gej" - powiedział Grant.

 

W Polsce gej nie jest człowiekiem, a w Holandii już tak? Lektura "Gazety Wyborczej" zaskakuje mnie każdego dnia. Nie wiem tylko, jak homoseksualiści chcą walczyć o własne przywileje, skoro sami negują własne człowieczeństwo nad Wisłą. A może to tylko nasz "katolski cynizm"?

 

AM/"Gazeta Wyborcza"