"Wiele jest powodów, dla których nie warto mieć dzieci. Jednym z nich jest to, że mogą być brzydkie", "Hitler też miał rodziców" - takie hasła wywiesza się na spotkaniach DINKS - ludzi, którzy za motto życiowe obrali hasło: "Double Income, No Kids" ("Podwójne dochody, żadnych dzieci"). Za oceanem uważają się oni za mniejszość, która walczy z ludźmi "zniewolonymi przez przymus reprodukcji". Madelyn Cain, autorka książki "Bezdzietna rewolucja", napisała, że DINKS są obecnie traktowani tak samo jak homoseksualiści przed dwudziestu laty. Z kolei Laura Caroll, autorka książki "Rodzina dla dwojga" posunęła się nawet do stwierdzenia, że bezdzietność może być powodem do dumy, choćby dlatego, iż wstrzymanie się od prokreacji pozwala uniknąć wyrzutów sumienia, gdy dzieci nie są szczęśliwe.
DINKS nie chcą, by nazywać ich "bezdzietnymi" (childless), preferują określenie "wolni od dzieci" (childfree). Pierwsza organizacja tej nowej pseudomniejszości - No Kidding - powstała w Kanadzie w 1984 r. Zrzeszała wówczas kilkanaście sfrustrowanych bezdzietnych par. Obecnie ma kilkadziesiąt oddziałów, głównie w USA i Kanadzie. Podobnych organizacji działa na świecie ponad 40. W 1999 r. powstał nawet internetowy kościół chrześcijański "wolnych od dzieci" - Cyber-Church of Jesus Christ Childfree, który już kilkanaście tys. wyznawców. Bezdzietność uważają za "stan łaski". Na głównej stronie owego "kościoła" czytamy: "Dlaczego nie potrzebujemy dzieci? W Pierwszym Liście do Koryntian, w rozdziale siódmym, Apostoł Paweł napisał, że chce, aby jego wyznawcy byli wolni od niepokojów, w szczególności tych, które wynikają z życia rodzinnego. Żonaty mężczyzna, bądź zamężna kobieta jest pełna niepokojów mających swoje źródło w związku małżeńskim. A dzieci przysparzają o wiele więcej dodatkowych trosk". Nie trzeba robić specjalnych badań, aby stwierdzić, że ów "kościół" i te wszystkie stowarzyszenia ludzi bezdzietnych to zwykłe kółka terapeutyczne dla ludzi, którym czegoś w życiu brakuje.
Zofia Milska-Wrzosińska, znana psychoterapetka powiedziała kiedyś (na podstawie własnego doświadczenia), że owi DINKS - jak ich nazwano, chcieliby po prostu jak najdłużej prowadzić beztroskie życie. Gdy orientują się, że na dzieci jest już za późno, dorabiają ideologię, iż jest to bezdzietność z wyboru. Niektórzy celebrities mają odwagę, aby o tym opowiedzieć. Bonie Tyler wyznała w wywiadzie dla programu "Zacisze Gwiazd" w TVP2, że z powodu kariery na estradzie ciagle przesuwała decyzję o macierzyństwie. I w końcu próbowała zajść w ciążę, w wieku lat 40, ale owa próba zakończyła się poronieniem. Może Maria Czubaszek rzeczywiście nie lubi dzieci. Jednak takie wypowiedzi świadczą o traumie, jaką dla świeckich może być stan bezdzietności.
Paweł Sawkowski

