Jak informuje "Fakt", najbliższe spotkania z Czarnogórą i Mołdawią mogą przesądzić o przyszłości Waldemara Fornalika. Jeśli do październikowych wyborów na nowego prezesa PZPN reprezentacja Polski wywalczy w eliminacjach mistrzostw świata tylko trzy punkty, nowy selekcjoner już po kilku miesiącach pożegna się z kadrą. Jak ustalili reporterzy dziennika, grono przeciwników Fornalika wśród najważniejszych działaczy z PZPN wzrasta.
- Mam wrażenie, że piłkarze powoli wchodzą Waldkowi na głowę - powiedział anomiowo jeden ze starszych trenerów, który pośrednio uczestniczył w wyborze Fornalika na selekcjonera. "Niespodziewana porażka w sparingu z Estonią wśród działaczy PZPN mocno obniżyła notowania Fornalika, który wśród członków Rady Trenerów PZPN ma prawo czuć się niczym w gnieździe pszczół. Jak plotkuje się w związku, klęska w spotkaniach z Czarnogórą i Mołdawią może przelać czarę goryczy szybciej niż się spodziewano. Wtedy selekcjonerowi może nie wystarczyć już bezgraniczne zaufanie, jakim obdarzył go wiceprezes PZPN Antoni Piechniczek" - czytamy w "Fakcie".
Jak widać, spece z PZPN wzięli przykład ze swojego duchowego brata Józefa Wojciechowskiego, który zmieniał trenerów jak rękawiczki i wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle. Pomińmy jednak brak perspektywicznego myślenia "leśnych dziadków" i przypuśćmy, że Fornalik rzeczywiście jest marnym szkoleniowcem. Kto w takim razie go wybrał? Ci sami ludzie, którzy teraz chcą umyć rączki od wyboru selekcjonera, który może nie zapewnić im alibi do trzymania stołków. Dlaczego pisze o tym Portal Poświęcony? Bo sytuacja w PZPN pokazuje, jak w pigułce, sytuację w kraju, którego notable nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje. Dużo bardziej zajmuje ich malowanie fasady. Konstrukcja niebawem runie...
AM/Fakt/Wirtualna Polska

