Marek Pyza, dziennikarz śledczy: Moim zdaniem materiały dotyczące afery hazardowej powinny zostać upublicznione. Jeśli prokuratura jest pewna, że podjęła słuszną decyzję umarzając śledztwo, to dla dobra sprawy powinna te akta upublicznić. Jednak wątpię, by to zrobiła. Z tego, co mi wiadomo – pisaliśmy o tym w „Uważam, rze” kilka tygodni temu – materiały te zawierają dowody na łamanie prawa przede wszystkim przez Marcina Rosoła, który pracował w Ministerstwie Sportu. Istnieją dowody, że łamał on prawo, przekraczał swoje uprawnienia i nadużywał władzy, lobbując na rzecz Magdaleny Sobiesiak w Totalizatorze Sportowym. Załatwiał również innym osobom posady. To nie leżało w jego kompetencjach i było sprzeczne z regulaminem resortu sportu.
To, co dzięki „Rzeczpospolitej” poznaliśmy ws. afery hazardowej, to jest wycinek całej sprawy. Tylko na podstawie tego wycinka można było się zastanawiać, czy prawo nie zostało złamane. Sądzę, że materiały, których nie znamy, dałyby nam dużo więcej do myślenia. Kwestia słynnego pisma z 30 czerwca nie została nigdy wyjaśniona. Zeznania ostatniego świadka przed komisją śledczą powinny wzmóc czujność prokuratorów. Bowiem Bożena Pleczeluk, dyrektor jednego z głównych departamentów w resorcie sportu, powiedziała, że to pismo nie było przypadkowe, a ministerstwo nie miało prawa go stworzyć. Nie można więc wierzyć, by był to dokument, o którym nikt w resorcie nie wiedział.
Sądzę, że upublicznienie materiałów uderzyłoby w znanych nam już bohaterów afery hazardowej, czyli w Mirosława Drzewieckiego, Zbigniewa Chlebowskiego i Marcina Rosoła. Nie znam oczywiście wszystkich dokumentów. Słyszałem głosy, że w tajnej części materiału dowodowego są materiały obciążające np. marszałka Grzegorza Schetynę. Nie mam jednak w tej sprawie żadnej pewności. Trzeba by zobaczyć analizę billingów i danych z BTS-ów i sprawdzić np. czy Schetyna był w tych samych miejscach, co Sobiesiak. Marszałek miał również zapomnieć o pewnych faktach podczas przesłuchań przed komisją. Nie wiem, czy to są rzeczy obciążające Schetynę. Na pewno jednak Chlebowskiego czy Drzewieckiego, którzy kontaktowali się z Sobiesiakiem – przestępcą skazanym za korupcję – tak.
Dlaczego prokuratorzy podjęli decyzję o umorzeniu śledztwa mimo tak mocnych dowodów? Wciąż się zastanawiam. Dla mnie to jest oznaka słabości i porażki prokuratory. Jeśli ona nie była w stanie dowiedzieć się więcej niż komisja śledcza, to ja się pytam, po co w ogóle jest prokuratura. Ona przecież ma dużo więcej możliwości wyjaśnienia takiej sprawy niż komisja śledcza. Komisja zawsze jest tak zdominowana przez gry polityczne, że niczego konkretnego udowodnić nie jest w stanie. Mimo tego ta komisja wpadła na kilka ważnych tropów. Dzięki pracy posłów śledczy mieli o co się „zaczepić”. Sądziłem, że pociągną oni wątki odkryte przez posłów. To, że się nie udało, oznacza, że rzeczywiście nikomu zarzutów postawić nie można – w moim odczuciu jednak tak nie jest, albo, że prokuratorzy niezbyt wnikliwie do tej sprawy podeszli.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

