Zgłaszam sprzeciw, moim zdaniem nie jest wszytko jedno jaki koncert jest w kościele.
Włączając się do dyskusji na temat tego, co wolno, a czego nie wolno robić we wnętrzach kościelnych zapytam o koncerty muzyki poważnej i różnego rodzaju spektakle. To co wzbudziło w tych dniach dyskusję, czyli pokaz mody w kościele św Augustyna było przecież niczym innym jak spektaklem z użyciem muzyki. Zdaniem Kurii Warszawskiej byłoby w porządku, jakby pokaz był zamknięty i dotyczył sukien ślubnych. Zdaniem Tomasza Terlikowskiego „Pokaz mody, to pokaz mody. I zawsze jest nadużyciem wobec sakralności kościoła”
Poszukajmy więc odpowiedzi na pytanie co jest, a co nie jest „nadużyciem nadużyciem wobec sakralności kościoła.” Gdzie tkwi jego istota. Czy istota w fakcie, że modelki miały mało na sobie, czy w samym fakcie spektaklu w kościele? Czy w kościele p.w św Aleksandra miało znaczenie, że wykonywano utwór muzyczny z satanistycznego w przekazie filmu „Dziecko Rosemary”? Co jest gorsze, film Polańskiego który ma lat kilkadziesiąt, czy liturgia masońska, która na lat kilkaset?
Jaki spektakl nadaje się do kościoła
Czy Moja odpowiedź brzmi następująco: spektakle w kościołach zawsze się odbywały, ale niosły ze sobą przesłanie ewangelizacji. Była ta po prostu ewangelizacja, tylko powiedziana atrakcyjniejszym językiem. Organizowanie spektaklu, zwłaszcza robionego wspólnymi siłami wiernych, buduje wspólnotę. Przygotowywanie jasełek, koncertu kolęd, czy nawet (tu już należałoby być czujniejszym) koncertu muzyki patriotycznej. W tej „ewangelizacyjnej” kategorii mieszczą się też koncerty muzyki poważnej, zwłaszcza jeżeli jest ona związana z liturgią. Tutaj powszechne jest, że nie zważamy zanadto, jakiego wyznania był kompozytor. Chyba nikt nie ma nic przeciwko utworom organowym Jana Sebastiana Bacha, choć większość z nich to opracowania religijnych pieśni protestanckich.
Czy każda muzyka poważna jest dobra
Problem z koncertami muzyki poważnej (niestety bez żadnego zastanowienia goszczonej w kościołach) zaczyna się wówczas, kiedy na poważnie podejdziemy do ich symbolicznej treści. Na pewno nie jest tak, że muzyka dawna jest albo chrześcijańska, albo neutralna, wyłącznie muzyczna. Ona niekiedy, zwłaszcza w wykonywanych niekiedy w kościołach pieśniach trubadurów i pieśniach renesansowych bywa mocno frywolna, nieprzyzwoita. Nie to jest jednak najgorsze, ta muzyka nierzadko bywa w swojej treści masońska.
„Thamos” słusznie zapomniany
Najgorsze chyba, co w tym zakresie napotkałam, to wykonywanie w kościołach utworu „Thamos” Wolfganga Amadeusza Mozarta. „Thamos, król Egiptu” (Thamos, Koening der Aegypten) KV 345 (K6 336a) to utwór napisany do dramatu heroicznego Tobiasa Philippa von Geblera. „Thamos” to historia kapłana egipskiego Sethosa. Utwór ten nie ma wiele wspólnego z również nasyconym masońskimi motywami „Czarodziejskim fletem”, który jest bardzo popularny dzięki łatwo wpadającym w ucho wesołym melodiom, napisanym dla ludowego teatru. „Czarodziejski flet” intensywnie używa symboliki masońskiej, ale w sumie raczej jest wesołą baśnią o miłości. „Thamos” jest słusznie zapomnianym i rzadko wykonywanym bardzo patetycznym i elitarnym w mrocznej muzycznej formie utworem dla smakoszy. Thamos jest tak nudny, że nie zdobył popularności.
„Thamos” katolicki
Ale w Warszawie, co roku odbywa się festiwal mozartowski, w którym z zasady gra się wszystkie utwory operowe Mozarta, i niektóre inne znaczniejsze dzieła, Thamos niekiedy jest wystawiany. Rozumiem, że całość przedsięwzięcia nie mieści się w Operze kameralnej, ale przy współpracy z Kurią są też koncerty w kościołach. Naprawdę pięknie się można modlić w kościele słuchając Mszy czy Requiem. Ale „Thamos”? Jeżeli jest jakaś najbardziej masońska w treści opera w historii świata to jest to właśnie „Thamos”. Tymczasem, czego ślady jeszcze są w internecie podczas XVIII Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie, w programie czytamy: „Kościół Wszystkich Świętych, pl. Grzybowski 3 - godz. 21.00 Wolfgang Amadeusz Mozart Thamos” . Portal audio.com.pl zauważa, że w tamtym roku „Wszystkie spektakle będzie można obejrzeć w Teatrze Warszawskiej Opery Kameralnej, oprócz "Thamosa", który pokazany zostanie w Kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych.” Zrobiono więc jakiś wyjątek. Ale czemu ?
„Thamos” protestancki
Nie tylko Kościół katolicki wpuszcza „Thamos” w swoje progi. W programie czytamy „XVI edycja festiwalu (od 15-06-2006 do 26-07-2006) Thamos (g. 21 - Kościół Ewangelicko-Augsburski);
18.06 . Pozwolę sobie teraz na zacytowanie ze strony poświęconej operze ( trubadur.pl )na której jej miłośnicy dzielą się wrażeniami: „W przypadku niepogody Liturgia masońska była wykonywana w Kościele Ewangelickim na Placu Małachowskiego. Wysłuchanie tego dzieła we wnętrzu kościoła skłania do pewnej refleksji, można się bowiem zastanawiać, czy istnieje różnica między muzyką masońską a głęboko religijną muzyką kościelną Mozarta? Czy rzeczywiście można wyznaczyć pomiędzy tymi dwoma rodzajami muzyki jakąś wyraźną granicę? Nie ma tu potrzeby przeprowadzania analizy muzykologicznej, ważniejsze wydają się impresje i odczucia. Przeżywając wielkość muzyki Mozarta, słuchacz tej granicy nie dostrzega. Kantaty masońskie słuchane w kościele brzmią jak kantaty religijne, fragmenty Thamosa mogłyby być częściami mszy, nasuwają się tutaj skojarzenia chociażby z partiami Mszy c-moll (KV 427). Ryszard Peryt w swojej inscenizacji kierował się myślą, że dzieła kompozytora Mozarta są przesłaniem Mozarta człowieka; nie jest ważne, czy wyrazem tego przesłania jest dzieło masońskie, czy religijne. Wielki kompozytor odszedł od katolicyzmu, od obrzędowości katolickiej (czego powody były bardzo złożone i skomplikowane) do “braci w fartuszkach”, ale nie zmieniła się forma wyrazu jego duchowości, pozostał on czcicielem tego samego Boga, nieważne jak nazywanego. Ta myśl Peryta nie jest tylko postulatem, jest ona wyraźnie obecna w dziele scenicznym, które zatytułował Liturgią masońską. Tytuł to trochę przewrotny, bo przecież czegoś takiego jak “liturgia wolnomularska“ nie ma, a i autor inscenizacji nie starał się w ogóle nawiązywać do rytuału masońskiego. Przedstawienie jest pełne symboli, aluzji i odniesień zarówno do świata wolnomularzy, jak i świata religijnego. Bo symbolika światła, ognia, braterstwa istnieje w widowisku obok symboli czterech ewangelistów; wyobrażenia siedmiu grzechów głównych wnoszone są na kościelnych feretronach. Można doszukać się nawiązań do Boscha, średniowiecznego tańca śmierci, korowodu karnawałowego. Perytowi udało się pokazać Mozarta uniwersalnego i ponadczasowego. Muzyka masońska świetnie się do tego celu nadawała. Otrzymaliśmy widowisko masońskie, a przecież… katolickie (bo powszechne). Chór na scenie Teatru na Wyspie mógł śpiewać hymn ku czci Boga chrześcijan lub Wielkiego Budownika. Ogień przynoszący oczyszczenie po czasie Zarazy, Śmierci, Wojny, może być symbolem masońskim, a może też symbolizować Chrystusa-Odkupiciela” Tak o Thamosie wykonywanym podczas Festiwalu Mozartowskiego pisze Krzysztof Skwierczyński.
Liturgia masońska
Utworów uznawanych za masońskie naliczono wśród dzieł Mozarta 15, a w Warszawie, niekiedy w kościołach, razem z „Thamos” wykonuje się kilka z nich „Dobór tych utworów wydaje się szczególnie interesujący. Chóry i antrakty do Thamosa zostały napisane jeszcze przed inicjacją Mozarta, na zamówienie wpływowego masona Tobiasza von Geblera, który miał potem znaczny udział we wprowadzeniu kompozytora w świat loży. Kontakty z wolnomularzami Wolfganga i jego ojca Leopolda, sięgają zresztą dzieciństwa kompozytora – wypadnie przypomnieć postacie Wolfa von Olmütz, Antona Mesmera, czy Ottona von Gemmingen, który wprowadzał Mozarta do loży. Niewątpliwie więc, co najmniej od czasu pracy nad Thamosem (1773), kompozytor interesował się wolnomularstwem, pozostawał au courant spraw masońskich, ale rytuał był mu zapewne mało znany. Z kolei kantata Die Maurerfreude powstała w 1785 roku, a więc wkrótce po inicjacji brata Wolfganga; ma ona, jak już wspomniałem, charakter obrzędowy i być może, stanowiła „deskę lożową” Mozarta. Co się zaś tyczy kantaty KV 623 Laut verkünde unsere Freude (1791), to można się spierać, czy jest ona jego ostatnią kompozycją i posłaniem kompozytora – masona. Dostrzegamy więc, że Ryszard Peryt – celowo lub nie – przedstawił drogę Mozarta wolnomularza od pierwszych luźnych kontaktów ze środowiskiem braci, poprzez jego inicjację i pracę w loży, aż do pełnego ukształtowania się sylwetki brata Wolfganga. ”. (Liturgia masońska w Teatrze na Wyspie, Krzysztof Skwierczyński cyt. Za Ars Regia 2006 nr.4-5)
„Thamos” masoński
O tym, że utwór „Thamos” ma wiele wspólnego z masonerią pisze też strona wolnomularstwo.pl w artykule „Masońskie lata w życiu Mozarta”. Cytuję: „Po raz pierwszy Mozart zetknął się z wolnomularzem jako jedenastolatek. W dowód wdzięczności za wyleczenie z tyfusu komponuje muzykę do tekstu podsuniętego (być może) przez lekarza Josepha Wollfa – masona (An die Freude – Do Radości, KV 53). Kilka lat później (w roku 1773), w czasie pierwszej wizyty Mozartów w Wiedniu los styka Mozartów z baronem Tobiaszem Filipem von Geblerem, znaczącym urzędnikiem na dworze cesarskim i jednocześnie masonem. z aspiracjami artystycznymi. To właśnie do kilku scen jego sztuki Thamos król Egiptu, z wyraźnymi odniesieniami do myśli masońskiej, młodziutki kompozytor napisał muzykę (KV 345). Wysoko ocenioną przez barona.” Nie jest więc to jedynie przypuszczenie, że jest to utwór masoński, choć niektórzy nazywają go „premasońskim” Mozart skomponował go w 1773 roku, inicjowany do masonerii został w grudniu 1784 roku.
„Wielki Architekt Wszechświata”
Słuchający w kościele utworu „Thamos” otrzymują, jak widać z powyższej relacji swoisty przekaz o równości pomiędzy „Wielkim Brudownikiem”, a „Chrystusem Odkupicielem”. Być może, z punktu widzenia masona jest taka równość, ponieważ masoneria opiera się na ideologii synkretyzmu. Natomiast z punktu widzenia chrześcijan nie można stawiać takiego znaku równości. Chrystus przyszedł do nas w konkretnym czasie historycznym, umarł za nas na Krzyżu, jest to jedyny rodzaj Odkupienia. Ofiara Hirama, ofiara Ozyrysa nie są i nigdy nie były porównywalne. Przede wszystkim jednak ten „Wielki Budownik” współcześnie mówiąc „Wielki Architekt Universum”, nie jest równoznaczny z Bogiem Stwórcą znanym z Księgi Rodzaju. Bóg Stwórca stwarza świat z niczego, a Wielki Architekt ustawia go, jak architekt z gotowych elementów. Rozwlekłe masońskie przemówienia, czy patetyczne utwory muzyczne, po prostu nie opowiadają o Bogu chrześcijan.
Katolicki sprzeciw wobec masonerii
Współcześnie, nawet przy daleko idących „dialogach” ekumenicznych w mocy pozostają encykliki papieskie potępiające masonerię. Co więcej, w ostatnich dziesięcioleciach świętymi Kościoła Katolickiego zostali wielcy pisarze kościelni poruszający temat masonerii jak św Maksymilian Maria Kolbe, czy św. Ks. Józef Sebastian Pelczar. Problem jednak polega na tym, że chociaż wiele środowisk w Polsce odmienia przez przypadki słowa „masoneria” i „profanacja” to słowo „masoneria” kojarzy im się z polityką, a słowo „profanacja” z tym, że ktoś się rozebrał. Osobiście próbowałam tłumaczyć kiedyś proboszczowi kościoła w którym miano odegrać „Thamos”, żeby nie pozwolił na to, ale nie zrozumiał o co mi chodzi. Argumentował, że przecież jest to koncert, a koncert jest dobry. Trzeba by zgłębiać temat, że to że coś jest stare, nie znaczy że przez sam swój szacowny wiek przestaje być masońskie. To że coś jest piękne, nie oznacza że jest dobre. Nie każda sztuka prowadzi do Boga. Polskie czasopismo poświęcone myśli i historii wolnomularstwa nosi tytuł „Ars Regia”, czyli „Sztuka Królewska”. Czytamy w nim wiele o sztuce. Masoneria dotyczy sztuki i rozpowszechnia się przez sztukę. Ja nie jestem skłonna do rzucania oskarżeń sowami „masoneria w Kościele”, moim zdaniem bardzo rzadko są to przekonania masońskie duchownych, jest to raczej brak wiedzy o anty-Kościele. Ale czy to możliwe, żeby to była po prostu niewiedza i bark czujności? Kościół przecież wychowuje swoich muzykologów, swoich historyków sztuki i kultury.
Podsumowanie
Słowem, niech będzie obecna w Kościołach muzyka poważna, o ile prowadzi ona nas do Jezusa Chrystusa. Jeżeli zaś ma nam mącić w głowach, czy może nawet profanować kościół, to lepsza już jest cisza.
Maria Patynowska
