Kilka dni temu, 9 lipca br., prof. Sławomir Cenckiewicz poinformował w mediach społecznościowych o wygraniu procesu wytoczonego mu przez prezesa ŚZŻAK Leszka Żukowskiego. Podziękował również trzem prawnikom, którzy mu pomagali oraz dziennikarzowi, który w swoich zeznaniach przedstawił wielką skalę funkcjonowania agentury we władzach ŚZŻAK.

„Wszystkim - napisał Cenckiewicz - którzy byli ze mną, nie bali się, nie udawali, że sprawa ich nie dotyczy, nie robili sobie nagle zdjęć z prezesem Żukowskim i mi pomagali - bardzo dziękuję! Sąd w fantastycznym uzasadnieniu rozbił w puch argumentację strony powodowej i samego mec. Giertycha”.

Żukowskiego reprezentował mec. Roman Giertych. Ten znany ulubieniec totalnej opozycji już podczas pierwszej rozprawy wykazał się agresywną retoryką pozbawioną merytorycznych argumentów. Żądania powoda nie były małe – 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia i publiczne przeprosiny w mediach. Ale za tymi wymaganiami nie stały żadne dowody. Natomiast Cenckiewicz miał dokumenty z państwowej instytucji wobec których nie mogło być podejrzeń o fałszerstwo.

Chodziło o dwa artykuły z tygodnika „Do Rzeczy” noszące tytuły „Światowy Związek Żołnierzy… PRL” oraz „Skończyły się czasy krępowania badań naukowych”. Cenckiewicz przedstawił w nich podejrzaną przeszłość kilku członków Zarządu Głównego ŚZŻAK, a także wezwał Żukowskiego, żeby wytłumaczył się z zapisu, według którego był Tajnym Współpracownikiem bezpieki. Zamiast merytorycznej odpowiedzi lub sprostowania pojawił się pozew do sądu z poważnymi oskarżeniami… Sprawa toczyła się kilkanaście miesięcy i nie należała do przyjemności. Także pod kątem finansowym.

Po tych pierwszych dwóch artykułach w „Do Rzeczy” można było spodziewać się kolejnych, bo postaci o podejrzanej przeszłości we władzach ŚZŻAK nie brakowało. Jednak temat został zablokowany. I o to chodziło Żukowskiemu! Nie poruszony został wątek eliminacji z organizacji najbardziej zasłużonych Akowców na czele z gen. Burzą-Karlińskim.

On sam zrezygnował z funkcji przewodniczącym Zarządu Głównego ŚZŻAK 18 września 2020 roku. Czyli Cenkiewicz nie wygrał z prezesem największej organizacji kombatanckiej, lecz z byłym prezesem. Miejsce Żukowskiego zajęła Hanna Stadnik, która po niespełna 3 miesiącach zmarła. Teraz obowiązki prezesa ŚZŻAK pełni Jerzy Żelaśkiewicz. Niestety, to również postać o bardzo podejrzanej przeszłości wartej naukowego zbadania. Ale po tej lekcji, jaką otrzymał Sławomir Cenckiewicz, nie będzie nikogo, kto chciałby się tym zająć. Na pracowników IPN tradycyjnie nie ma co liczyć.

Tak więc to nie Cenkiewicz, lecz Żukowski zwyciężył, bo pokazał, że nie zakończyły się „czasy krępowania badań naukowych…”. Tylko teraz robi się to w inny sposób niż w PRL-u. I niestety nikt nie rozumie, że takimi tematami powinny zająć się wreszcie służby specjalne...

P.J.Z.