Nie wiem, czego boi się Donald Tusk, ale jego zachowanie pokazuje, że boi się śmiertelnie. Ktoś wypowiedział mu wojnę, i to taką, w której nie bierze się jeńców, a on ma tego świadomość. Nie ma w nim godności, ale zapewne i odwagi, by podać się do dymisji, więc postanowił pójść na całość i wypowiedzieć – przy pomocy służb i prokuratury (czy ktoś jeszcze wierzy w jej niezależność) – wojnę mediom i wolnemu słowu. Gdy tylko wajcha została przełożona, gdy media zaczęły go realnie kontrolować on wyprowadził przeciw nim ABW i oddziały prewencji.

Co będzie następnym krokiem? Jeśli można łamać w ten sposób standardy, jeśli my się na to zgodzimy, to można będzie – a czemuż by nie – zaproponować weryfikację dziennikarzy. Kadry weryfikatorów wciąż jeszcze funkcjonują, a Tusk – co pokazuje już od dawna – nie będzie miał oporów, by ich użyć. Wszystko oczywiście po to, by uchronić Polskę przed widmem oddania władzy przez tuskistów. Nieodpowiedzialne i antyrządowe elementy muszą zniknąć z zawodu dziennikarza, i zostać odsunięte od mediów. Niemożliwe? A czy przedwczoraj komukolwiek wydawało się możliwe, że Tusk sięgnie po ABW i prokuraturę, by zastraszać dziennikarzy?

W tym momencie kończy się okres słów, a trzeba zacząć protesty, tak żeby ta władza poczuła, że nie ma już mandatu, żeby Tusk skończy jak Janukowycz. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli pozostawimy to bez odpowiedzi, to będzie to oznaczało, że to towarzystwo Tuska będzie mogło zrobić z nami wszystko, a Polska powoli zacznie zmierzać już nie w kierunku Białorusi, ale wprost Rosji. Owszem to wymaga odwagi i ruszenia się, ale szczerze mówiąc nie ma wyboru. Jeśli chcemy zachować resztki godności i wolności trzeba to zrobić.

I nie ma znaczenia, co myślimy o tygodniku „Wprost”, nie ma znaczenia, co sądzimy o jego naczelnym. Tym razem nie chodzi o medialne połajanki, ale o to, czy Polska osunie się w kierunku putinowskiej Rosji czy też zachowa choćby pozory normalności.

Tomasz P. Terlikowski