Jak stwierdził w rozmowie z Defence24.pl Adam Eberhardt, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, siłę Rosji Władimira Putina można mierzyć wprost proporcjonalne do słabości okazywanej przez Europę. 

Jak zauważył Eberhardt, Rosja próbuje generować na zachodzie podziały oraz zasiewać w europejskich społeczeństwach strach przed groźbą nadciągającej zimnej wojny i nieobliczalnością Putina. Dzięki tej strategii podzielona i przestraszona Europa ma chętniej się zgadzać na różnorakie ustępstwa. 

Jego zdaniem nie będzie totalnej konfrontacji Rosji ze światem zachodu, jaki znamy z czasów Zimnej Wojny, ale jednocześnie nie można oczekiwać ocieplenia stosunków dyplomatycznych. Wg Eberhardta bez względu na to jak wielkie będą sankcje nałożone na Rosję, albo jak będą się kształtować ceny ropy, obraz obecnych relacji pozostanie mniej więcej podobny. 

Rosja jest w jego ocenie na tyle silna, by ingerować w obecny porządek, ale nie na tyle silna, aby narzucać własne reguły gry. 

Jak zawuażył, jeżeli Rosja chciałaby pokonać obecny kryzys gospodarczy, musiałaby stworzyć fundamenty państwa prawa, jednak na to jego zdaniem nie pozwolą obecne elity rządzące w obawie przed utratą wpływów. Tym samym najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym w Rosji będą się odbywać "imitacje reform", a sam kraj latami będzie pomiędzy stanem recenzji i stagnacji gospodarczej. 

Z jednej strony wg Eberhardta to dobry omen, że Europa Zachodnia zaczyna zauważać potrzebę wzmocnienia wschodniej flanki NATO, jednak z drugiej dzieje się to za późno, a działania w tym kierunku wciąż są zbyt asekuracyjne. Jak zauważył, nic tak nie podjudza Władimira Putina, jak zauważenie słabości u przeciwnika. 

emde/wpolityce.pl