- Otrzymaliśmy od naszych polskich kolegów pytanie w sprawie "białoruskiego dossier". Niestety w Moskwie go nie znaleziono – powiedział gazecie internetowej gzt.ru sekretarz prasowy premiera Rosji, Dmitrij Pieskow. Przed środową wizytą Donalda Tuska w Katyniu podejrzewano, iż Włodzimierz Putin może polskiemu premierowi wówczas przekazać poszukiwane dokumenty.
Tzw. białoruska lista katyńska to spis nazwisk 3870 Polaków zamordowanych w 1940 roku przez NKWD, o których miejscu pochówku, ani dokładnych losach po aresztowaniu niewiele wiadomo. Przypuszcza się, że zaginieni z Zachodniej Białorusi zostali zabici w więzieniu w Mińsku. Mogą o tym świadczyć przedmioty polskiego pochodzenia, wydobyte w latach 80. i 90. podczas ekshumacji przeprowadzonych w Bykowni (pod Kijowem) i Kuropatach (pod Mińskiem).
Zdaniem prezesa IPN Janusza Kurtyki nie jest prawdą, że Rosjanie nie mogą znaleźć listy. Jego zdaniem nie szukają jej, gdyż doskonale wiedzą, gdzie się znajduje. Na antenie TVN24 stwierdził, że czas na poszukiwania to w rzeczywistości czas na podejmowanie decyzji, co z listą należy zrobić. Historyk uważa, że Rosjanie udostępnią listę, gdy będzie się im to opłacać. Jego zdaniem powinniśmy domagać się od nich odtajnienia akt dotyczących rosyjskiego śledztwa w sprawie Katynia i udostępnienia ich.
sks/Gazeta.pl
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




