Jak poinformował rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow „Nigdy nie współpracowaliśmy z tą firmą. Nie wiemy, czym się zajmuje i czy istnieje naprawdę.”

O „Fabryce trolli” już pisaliśmy na poratlu fronda. „Fabryka” mieści się w Petersburgu przy ul. Sawuszkina. Na kilku piętrach pracuje tu kilkaset osób. Zmiany są po 12 godzin, fabryka nie śpi również w nocy. Ma kilka działów, m.in. dział komentarzy, blogów, mediów społecznościowych, wideo. Zarobki wynoszą ok. 45 tys. rubli (ok. 3 tys. zł), obowiązują normy ilościowe – 135 komentarzy na zmianę, a w dziale blogów – 15 dużych postów w dwa dni.

Za śmianie się w pracy grozi kara 500 rubli. Taka sama wynosi za minutę spóźnienia. Pracownicy nie mogą mówić o swojej pracy na zewnątrz.

Pisaliśmy o Ludmile Sawczuk, która w ciągu dwóch miesięcy napisała dziesiątki postów obrażających opozycję, prowadziła fikcyjne blogi. Raz zmieniała się we wróżkę, innym razem była trenerem fitness - Oni (wróżka i trener) piszą trochę o swoich sprawach, ale co jakiś czas schodzą na politykę. Np. wróżka, do której pisałam najwięcej, udzielała magicznych porad, ale czasem pisała: "Postawiłam dziś karty i zrozumiałam, że Poroszenko to łajdak, a Ukrainę czekają jeszcze większe nieszczęścia". Albo: "Śniło mi się, że Putin to dobry prezydent" - opowiadała była pracownica fabryki trolli w wywiadzie dla Dużego Formatu.

Marat, były troll, opowiadał: - O Ukrainie było najwięcej. Pisaliśmy, że to faszystowskie państwo, dzieci wysyłają na mięso, staruszków do komory gazowej... Tak tam wszystko jest przedstawiane".

Sawczuk założyła organizację "Pokój Informacyjny", której celem jest walka z propagandą..W maju Sawczuk złożyła pozew przeciwko byłemu pracodawcy. Zarzuciła mu zatrudnianie na czarno i nieprzestrzeganie praw pracowniczych. 1 czerwca w sądzie miała się odbyć rozprawa wstępna, lecz została przełożona na 23 czerwca, bo strona pozwana się nie zjawiła.
Wiadomość o pozwie obiegła Rosję.

R rzecznik prezydenta Rosji, Dmitrij Pieskow odpowiada na zarzuty jakoby fabryka działała na zlecenie Kremla.

- Szczerze powiedziawszy, nie wiemy, co to za firma. Nigdy nie prowadziliśmy z nią żadnej współpracy, nie wiemy, czym ona się zajmuje i czy istnieje naprawdę.

Słowa Pieskowa wywołały lawinę komentarzy na stronie organizacji "Pokój Informacyjny" VKontakte. "A czy istnieje sam Pieskow? Może jego też nie ma, a mówi to człowiek, który jest tylko do niego podobny? A może - o zgrozo - i sam Putin nie istnieje?" – podsumowują internauci.

KZ/Wyborcza.pl