„The Times” donosi, że Federalna Służba Bezpieczeństwa podała Władimirowi Putinowi niedokładne dane przed inwazją na Ukrainę w obawie przed zaprezentowaniem prezydentowi prawdy. Teraz Putin ma być wściekły.
Władimir Putin zdecydował się zaatakować Ukrainę, chcąc w kilka dni zająć Kijów i ustanowić kierowany przez siebie rząd. Tego planu jednak rosyjskiej armii nie udało się zrealizować. Po dwóch tygodniach walk Rosjanie odnoszą druzgocące straty, a ukraińska armia dzielnie broni swojego kraju. Rosja tymczasem popada w ruinę za sprawą zachodnich sankcji. Eksperci wskazują, że niepowodzenie operacji uwidacznia słabości FSB.
- „To nie jest kompetentna organizacja. Raporty końcowe, które (przedstawiciele FSB) sporządzili na temat sytuacji na miejscu w okresie poprzedzającym inwazję, po prostu nie były właściwe, co częściowo jest przyczyną, dla której sprawy (na Ukrainie) potoczyły się tak źle dla Rosji”
- mówi w rozmowie z „The Times” rosyjski dziennikarz Andriej Sołdatow.
FSB przed rozpoczęciem inwazji źle oceniła skalę oporu stawianego przez Ukraińców.
- „Nie możemy wykluczyć, że dane wywiadowcze zebrane na miejscu były w rzeczywistości bardzo dobre. Problem polega na tym, że dla przełożonych zbyt ryzykowne jest mówienie Putinowi tego, czego nie chce usłyszeć, więc dostosowują swoje informacje. To dopasowywanie odbywa się prawdopodobnie gdzieś pomiędzy stopniem pułkownika a generała w FSB”
- przekonuje Sołdatow.
O słabości FSB mówi też były oficer brytyjskiego wywiadu Philip Ingram.
- „FSB to wciąż stosunkowo staroświecka organizacja, która próbuje prowadzić szpiegostwo w staroświecki sposób, tak jak zawsze to robiła. W tej chwili są bardzo zdenerwowani, ponieważ Putin jest bardzo zły. Widać to w jego mowie ciała, sposobie gestykulacji i terminologii, której używa. Obwinia ich za to, że udzielili mu rad, które doprowadziły do podjęcia złych decyzji na Ukrainie”
- ocenia ekspert.
kak/PAP
