Rafał Ziemkiewicz, pisarz, publicysta:

Znowu dajemy dupy. Rosjanie unikali wizyt polityków z najwyższego szczebla w Polsce. Teraz Putin gotów jest przyjechać na Westerplatte i opowiedzieć rosyjską wersję historii najnowszej. Pokazuje to jak ważna jest polityka historyczna w rozgrywkach międzynarodowych.

Postrzeganie Polski na tej arenie zależy od tego, jak się o niej mówi w optyce polityki historycznej. W europejskiej polityce historycznej nie ma specjalnie miejsca dla Polski. No, chyba, że dla Polski jako dla sojusznika Hitlera. I nie liczą się fakty historyczne, bo polityczny PR potrafi skutecznie radzić sobie z prawdą historyczną. Świetnie to rozumieją zwłaszcza Rosjanie.

Wobec steku rosyjskich kłamstw obowiązkiem wszystkich instytucji publicznych, nie tylko samych polityków jest przeciwdziałanie. Jeśli politycy, media, wybierają milczenie w imię urojonych korzyści gospodarczych, bo Rosja nic konkretnego nam nie zaoferowała, to trudno to komentować innym określeniem niż to, którego użyłem na początku.

Polskie władze milczą wobec zalewających nas rosyjskich kłamstw. Jednak w trakcie oficjalnych, rocznicowych wystąpień naszych polityków, zwłaszcza na Westerplatte, gdzie będzie obecny premier Putin powinny paść cytaty z tych rosyjskich sił fałszujących historię. Trzeba jasno powiedzieć, może być dyplomatycznym językiem, ale żeby wybrzmiał sens merytoryczny: Historia dziś jest znana i nie da się utrzymać wersji historii z czasów komunizmu. Podobnie jak nie dało się utrzymać wersji Hitlera, który utrzymywał, że został przez Polskę napadnięty.

Maria Przełomiec, niezależna publicystka:

Wypowiedzi, które docierają do nas z rosyjskich mediów nie można okreslić inaczej jak "skandaliczne". Nie jestem zwolenniczką, aby na takie enuncjacje odpowiadały polskie władze. Przypomnę analogiczną sytuację, gdy wówczas prezydent Putin rugał za pośrednictwem prezydenta Kwaśniewskiego polskie media, za to co piszą o Biesłanie. Sytuacja jednak diametralnie się zmienia, gdy kłamstwa historyczne powielają prominentni politycy. Taką sytuację mamy w Rosji.

Na kłamstwa medialne trzeba reagować rzeczowo: dobrymi filmami, książkami, merytorycznymi dokumentami. Słyszałam bardzo interesującą propozycję, która padła z ust lidera Prawicy RP Marka Jurka. Proponuje, aby do spółki z Litwinami zekranizować powieść "Droga donikąd" Józefa Mackiewicza.

Jeśli chodzi o władze, to powinny one reagować stanowczo. Ważne będzie to, co powie premier Putin w czasie uroczystości w Polsce. Jeżeli Putin będzie starał się potwierdzać doniesienia rosyjskich mediów, a moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobne, to nasze władze będą musiały zdecydowanie zareagować. Niektórzy z polityków będą musieli się zająć tak nielubianą przez siebie polityką historyczną.

Prof. Włodzimierz Marciniak, historyk, sowietolog:

Głównym problemem nie są nawet kwestie historyczne, ale to, że Rosjanom udało się zmienić charakter obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny Światowej. Wszyscy teraz się koncentrują na tym, co powie Putin. Przy tego typu wydarzeniach ważniejsze są pamięć czy ewentualne wyciągnięcie jakichś wniosków, a tego brakuje.

Rząd jest w pułapce polityki miłości. Teraz bardzo trudno coś zrobić, każda jakakolwiek mocniejsza reakcja mogłaby doprowadzić do zerwania wizyty. Na pewno błędem było zaproszenie Putina, a nie Miedwiediewa. Putin zawsze przy okazji każdej wizyty aranżuje ją jako wielkie widowisko skupiające się na nim jako głównej gwieździe. Obchody mają także o tyle dziwny format, że nasi zachodni sojusznicy są reprezentowani na bardzo niskich szczeblach, na wyższych są natomiast reprezentowane Rosja, Niemcy i Ukraina. Znamienne jest także przygotowanie książki rosyjskich służb wywiadowczych na 31 sierpnia. Data nie jest oczywiście przypadkowa.

Podczas konferencji będzie można powiedzieć wszystko, tylko Polska nie będzie już miała czasu na odpowiedź.

Jacek Kloczkowski, politolog z Ośrodka Myśli Politycznej:

Tego typu propagandowych akcji ze strony Rosjan można się spodziewać zawsze. Wydaje mi się, że Putin w Polsce wypowie kilka ogólnych frazesów jak to, że wojna jest zawsze złem, czy wspomni o ogromnej liczbie ofiar. Jego obecność u nas trudno będzie rozegrać na naszą korzyść.

Czy polska dyplomacja powinna ostrzej zareagować? Pewnie tak, jeśli ktoś kłamie, to po prostu należy prostować jego kłamstwa. Choć generalnie Polska słabo sobie radzi na arenie międzynarodowej, czy za rządów PiS z ostrzejszą polityką zagraniczną, czy za rządów Platformy z bardziej miękką i tak jesteśmy słabi. Rosja zaś to potężny przeciwnik.

Jeśli byśmy przyjęli zasadę niezapraszania tych, którzy inaczej widzą historię, bądź nią po prostu manipulują, musielibyśmy zerwać wiele stosunków zagranicznych. Jeśli rząd ma jakiś plan na relacje z Rosją, to bardzo dobrze, na razie nie widać jednak żadnej spójnej koncepcji.

Mateusz Kędzierski, redaktor portalu Kresy.pl:

Ostatnio pokazywany w rosyjskiej telewizji publicznej film, jak również liczne publikacje szkalujące Polskę i wybielające udział ZSRS w wybuchu II wojny światowej nie powinny nikogo dziwić. Rosyjskie władze zgodnie z sowieckimi kanonami od dawna prowadzą kampanię propagandową przeciw Polsce i innym swoim byłym satelitom starając się przekonać światową opinię publiczną, iż postawa Związku Sowieckiego przed i w czasie II wojny światowej była nieuchronną konsekwencją działań państw Europy Środkowo Wschodniej.

Obecność Władimira Putina na Westerplatte jest oczywiście ważnym punktem w stosunkach polsko-rosyjskich, lecz nie przeceniałbym słów, które rosyjski przywódca wypowie na rocznicowych obchodach. Rosjanie działają w myśl porzekadła: kropla drąży kamień, zatem nawet jeśli Putin odniesienie się krytycznie do sowieckiej historii, nie zmieni to polityki permanentnego karmienia obywateli jego kraju antypolską i antyzachodnią propagandą.

Polskie władze muszą więc za każdym razem reagować na oszczerstwa drugiej strony (błędnie zwane "odmienną wizją historii"). Zdolność artykułowania swoich racji jest jednym z podstawowych wyznaczników suwerenności i podmiotowości.

Ważna rola przypada polskim służbom dyplomatycznym, które analogicznie względem protestów przeciw określeniu ,,polskie obozy koncentracyjne’’, powinny żądać sprostowania kłamstw wpajanych przez większość rosyjskich mediów oraz kremlowską administrację. Nie jest to jedynie walka o historię, ale także o wytrącenie Moskwie ideologicznego oręża w dzisiejszych rozgrywkach politycznych oraz uświadomienie zachodniej opinii publicznej rzeczywistego rodowodu kierujących Rosją ludzi - obie te rzeczy należą obecnie do żywotnych interesów państwa polskiego i na pewno nie zostaną osiągnięte bez wieloletniego wysiłku z naszej strony. O prawdę trzeba się bić i nie liczyć na szybkie zwycięstwo.

 

Notowali Jakub Lubelski i Mariusz Majewski

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »