Chrześcijański ruch „Musalaha” (arab. „Pojednanie”) uważa, że porozumienie izraelsko-palestyńskie warto zacząć od pogodzenia przedstawicieli tej samej religii. I dlatego od dwudziestu lat organizuje wspólne obozy letnie dla młodych palestyńskich chrześcijan i mesjanistycznych Żydów.

Zaczęło się od wspólnych wypraw na pustynię. Uczestnicy obozu przez tydzień, na piechotę i na wielbłądach, przemierzają pustynię na półwyspie Synaj, odwiedzając miejsca związane z Eliaszem, czy wyjściem Izraela z Egiptu. Muszą się wzajemnie wspierać i nie ma miejsca na konflikty. Każdego dnia uczestnicy na dwie godziny udają się w miejsce odosobnione, w którym nie ma kontaktu z innymi ludźmi. Po powrocie wszyscy dzielą się ze sobą swoją relacją z kontaktu z Bogiem.

Najpierw współdziałanie, potem dyskutowanie

- W przeszłości, gdy spotykali się Izraelczycy i Palestyńczycy, dochodziło do dyskusji politycznych i teologicznych, które były bardzo emocjonalne. Prawdą jest, że istnieje nierównowaga władzy, co wychodzi także w tych spotkaniach – twierdzi jeden z organizatorów, pastor wspólnoty mesjanistycznej z Netanya, Evan Thomas.

- Podczas wędrówki lub jazdy wielbłądem przez pustynię grupa bardzo bezpośrednio odczuwa, jak ważna jest jedność. Jeśli nie będziemy razem, to nie przeżyjemy. Pustynia zmusza nas do tego, by rozpoznawać wspólny cel i wzajemne potrzeby – dodaje. A wszystko przy ciągłym odwołaniu do Jezusa Chrystusa, ponieważ – tu pastor przytacza słowa św. Pawła - „w Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha”.

Jedną drużyną w krainie czekolady

W tym roku, 20-29 sierpnia, „Musalaha” pierwszy raz w historii zorganizowała wycieczkę do Szwajcarii. W miejscowości Arzier nad Jeziorem Genewskim znaleźli się żydowscy i palestyńscy chrześcijanie. Program nie jest tak bardzo ekstremalny jak ten, który jest podstawą wspólnej pielgrzymki przez pustynię. Podczas kursu pierwszej pomocy uczą się ratowania życia wrogowi, w jednej drużynie rozegrali mecz z drużyną V ligi szwajcarskiej, FC Logos i odwiedzili fabrykę czekolady.

Współorganizatorem pobytu w Szwajcarii było dzieło pomocy chrześcijanom „Open Doors”. - Celem jest to, by młodzi wrócili do domu jako przyjaciele, którzy potrafią sobie nawzajem wybaczać błędy. Nie jako kumple, którzy po cichu chcą siebie nawzajem wysłać, gdzie pieprz rośnie – mówi Marc Frei z Open Doors. Dodaje także, że nie unikano trudnych tematów. - Miały miejsce również trudne momenty, także kłótnie i łzy – dodaje.

Wiara w Chrystusa podstawą pojednania

- Pierwszej nocy trudno było mi spać w jednym pomieszczeniu z Żydówkami – mówi młoda Palestynka, która uczestniczyła w obozie. Ta „ksenofobiczna” wypowiedź może dziwić, jednak dziewczyna zaraz wyjaśnia, dlaczego miała takie podejście. - Rok temu moja najlepsza przyjaciółka zginęła podczas zamachu bombowego w Gazie. Podczas służby wojskowej młodzi Izraelczycy zrzucają w Gazie bomby, ponieważ muszą to robić. Interesuje mnie to, kim są ci ludzie i co o nas myślą – dodaje.

O tego typu przeżyciach opowiedzieć mogą także Żydzi. Dlatego ważne jest, by między przedstawicielami obu narodów dochodziło do porozumienia. Ułatwia je, a być może w ogóle umożliwia, wspólna wiara w Jezusa Chrystusa. - Pan nas uczył, że mamy modlić się za naszych nieprzyjaciół, przebaczać im i ich miłować. To jest podstawa. Wiara jest mostem, dzięki któremu możemy pokonać tę przepaść – uważa Frei. I dodaje, że na Bliskim Wschodzie bardzo wielu ludzi odczuwa potrzebę pojednania. Dlatego inicjatywa „Musalaha” przyciąga do siebie także tych, którzy nie są chrześcijanami.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »