I choć można się spierać o to, czy wymiar kary jest słuszny, a nawet zastanawiać nad tym, na ile jej uzasadnienie odpowiada rzeczywistości (mówiąc inaczej, czy sąd bronił uczuć religijnych czy Putina), to nie ulega wątpliwości, że kobiety z Pussy Riot dopuściły się bluźnierstwa, obrazy uczuć religijnych, i znieważenia jednego z najświętszych miejsc prawosławia. I za to należała się im kara.

 

Trudno przy tym nie zadać pytania, co byśmy zrobili w Polsce, gdyby grupa kobiet wpadła do kaplicy Jasnogórskiej i tam wykonała bluźnierczy (a tekst odśpiewany w Soborze był bluźnierczy i obraźliwy dla prawosławnych) śpiew, uzasadniając to potrzebą walki z Tuskiem (dla jednych) lub Kaczyńskim (dla drugich). Czy rzeczywiście bylibyśmy skłonni uznać, że to cena wolności słowa, i że nie ma się o co czepiać? Czy nie uważalibyśmy, że za taki czyn – nawet jeśli był on motywowany niechęcią do polityka, którego (w przypadku Putina niewątpliwie tak jest) nie sposób szanować – jest zwyczajnie skandaliczny i trzeba go ukarać? Czy rzeczywiście uważamy, że bluźnierstwo, bezczeszczenie chrześcijańskich świątyń jest dopuszczalną metodą walki politycznej?

 

Dla mnie odpowiedzi na te pytania są dość oczywiste. Nie może być zgody na ten typ bluźnierstwa, nawet jeśli ma to być metoda walki z paskudnymi politykami. Sporny może być tylko wymiar kary. Ale widząc to, co w obronie swoich koleżanek wyprawiają feministki z Femenu (ścięcie piłą mechaniczną krzyża upamiętniającego ofiary zbrodni komunistycznych) trudno nie uznać, że powinna być ona na tyle surowa, żeby innym bluźniercom odechciało się atakować chrześcijan.

 

Tomasz P. Terlikowski