Decyzja Benedykta XVI jest dla wszystkich zaskakująca, choć, jak już powszechnie wiadomo, nie była pierwsza w historii Kościoła. Papież Celestyn V poprzedził Benedykta XVI w tej trudnej decyzji (Zauważyć trzeba jednak gwoli ścisłości, że byli inni papieże, którzy rezygnowali z urzędu, ale czynili to pod wpływem radykalnych nacisków. Trudno w ich przypadku mówić o dobrowolności). Siłą rzeczy też narzucają się oczywiste refleksje, czy między decyzjami obydwu papieży można przeprowadzić paralele? Czy powód rezygnacji z urzędu Piotrowego był podobny?
Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie z całą pewnością stwierdzić, co było powodem rezygnacji papieża Celestyna V. Wiemy, że został wybrany 5 lipca 1294 po dwóch latach i trzech miesiącach od śmierci poprzednika - Mikołaja IV. W związku z tym, iż w kolegium kardynalskim rywalizowały stronnictwa Orsinich i Collonów żaden z kandydatów nie mógł otrzymać wymaganej większości dwóch trzecich głosów. Zdecydowano się więc na kandydata spoza kolegium, benedyktyńskiego mnicha i pustelnika, założyciela zakonu zwanego później celestynami, Pietro Angeleriego. Był już on znany ze swego ascetycznego i pobożnego życia. Gdy został wybrany na Stolicę Piotrową przywitano go jako „papieża anioła”, ucieleśnienie ideałów Ewangelii i chrześcijańskiej prostoty życia. Początkowo nie chciał przyjąć powierzonej funkcji, uczynił to dopiero po namowach. Niektóre źródła sugerują, że nie potrafił poradzić sobie z wymogami powierzonego urzędu, co było powodem tego, iż, ostatecznie, podczas zwołanego konsystorza ustąpił. Uczynił to odczytując formułę abdykacji, zdejmując szaty pontyfikalne i oddając papieskie insygnia władzy.
Interesujące jest jednak spojrzenie na komentarze do całej sytuacji, bardzo podobne do tych, które mamy okazje słyszeć odnośnie abdykacji Benedykta XVI. Sprowadzają się one często do powodów jedynie politycznych czy osobistych. To, że papież nie jest w stanie zapanować nad chaosem w Kościele czy kurii rzymskiej, nie jest w stanie zażegnać kryzysów związanych z ze skandalami pedofilskimi czy innymi, ma być powodem dla którego rezygnuje z urzędu.
Zwróćmy więc uwagę na to, że gest rezygnacji Celestyna V z funkcji następcy świętego Piotra spotkał się ze skrajnymi ocenami. Jedni byli skłonni widzieć w tym gest wolności w duchu pełni chrześcijańskim, inni natomiast byli skłonni uważać to za wyraz tchórzostwa (Dante Alighieri za ten czyn umieścił w „Boskiej Komedii” Celestyna V w swojej wizji piekła). Jest zastanawiające, czy podobnych skrajnych ocen nie doczeka się decyzja podjęta przez Benedykta XVI. Szczególnie jeżeli porównamy odejście Jana Pawła II, który mimo choroby, cierpienia i widocznych oznak niepełnosprawności pozostał na urzędzie do samego końca.
Jeżeli uznamy, że kanonizacja Celestyna V nie była pomyłką, to daje nam to ważny punkt interpretacyjny zachowania Benedykta XVI. Trudno sobie wyobrazić, by uznać za świętego kogoś, kto rezygnuje z funkcji namiestnika Chrystusa na ziemi dla zwykłej małoduszności, czy z lęku przed politycznymi konsekwencjami. Jeżeli więc gest Celestyna V był gestem świętego, znaczy to dla nas, iż posiada (czy też może lepiej posiadał) charakter profetyczny. Być może był wymownym świadectwem tego, że w ówczesnych relacjach panujących w kolegium kardynalskim i papieskiej kurii nie było możliwe prowadzenie świątobliwego i oddanego modlitwie życia.
Podobnie patrząc na decyzję Benedykta XVI nie jestem skłonny przypuszczać, że decyzję swoją podjął z powodów, które można uznać za błahe czy małoduszne. Jak sam stwierdził podjął ją „w sumieniu przed Bogiem”. Można oczywiście założyć, że popełnił błąd, ale sądząc po dotychczasowej biografii Benedykta XVI nie potrafię uznać tego za prawdę. Myślę, że podobnie jak w przypadku Celestyna V mamy do czynienia z profetycznym działaniem Boga, którego sensu na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie przeniknąć. Może jest to ważny sygnał dla tych wszystkich, którzy gonią za kościelnymi urzędami, albo są do nich za bardzo przywiązani? Może mają się od Benedykta XVI nauczyć tego, że Bóg daje nam zadania, ale mamy zawsze zachować wewnętrzną wolność, by je zostawić w momencie, gdy z jakiś powodów uzna On to za konieczne?
W wywiadzie przeprowadzonym przez Petera Seewalda z Benedyktem XVI pt. „Światłość świata” (Kraków 2011) znajdują się dwie odpowiedzi papieża, które rzucają światło na podjętą przez niego decyzję. Na pytanie dziennikarza, czy myślał o rezygnacji odpowiedział: „Nie można uciekać, gdy coś poważnie zagraża. Dlatego nie jest to moment, aby ustępować. Właśnie w takich chwilach trzeba wytrwać i przetrzymać trudne sytuacje. Takie jest moje zdanie. Ustępować można w momencie spokojnym albo gdy już po prostu nie daje się rady. Nie można jednak w niebezpieczeństwie uciec i powiedzieć, aby ktoś inny się tym zajął (s. 41).” Na pytanie kolejne o to, czy wyobraża sobie sytuację, w której widzi uzasadnienie rezygnacji papieża stwierdził: „Tak. Gdy papież wyraźnie widzi, że fizycznie, psychicznie i duchowo nie może już dłużej poradzić sobie ze swoim urzędem, wtedy ma on prawo, a w niektórych sytuacjach nawet obowiązek, zrezygnować (s.42).”
Na podstawie tych słów przypuszczam, że w przypadku Benedykta XVI mamy do czynienia z tą drugą sytuacją. Co więcej, w duchu wiary należy uznać, że jest to wyraz woli Bożej.
Marian Pułtuski
