Politykiem, który nie jest godzien, by Wroński podał mu dłoń okazał się Zbigniew Girzyński, który ostro skrytykował ministra Radosława Sikorskiego. „Stoję więc przy schodach w Sejmie z Pawłem Wrońskim z Gazety Wyborczej. Dokładnie na ich szczycie” – opisuje sytuację Machała. „Podchodzi do nas poseł Girzyński. Ja witam go i podaję rękę. Paweł kiwa głową na powitanie, ale na wyciągniętą rękę posła mówi: “Proszę wybaczyć, są jakieś granice” i odmawia uścisku dłoni” – kończy opowieść. I dalej komentuje: „Zgadzam się z Pawłem, że są jakieś granice. Nazywanie szefa dyplomacji “wiceministrem” jednego z obcych państw te granice, według mnie przekracza. Wpisuje się w teorię “zaprzaństwa” Antoniego Macierewicza. Ale z drugiej strony, czy dziennikarz nie powinien podawać ręki każdemu?”
Wroński przyznał, że rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce. I przeprosił Girzyńskiego. Jego słowa są jednak tak napisane, że trudno uznać je za realne przeprosiny. Są bowiem raczej aktem oskarżenia. Poseł Girzyński jest sam sobie winien, że Wroński nie podał mu ręki. A dokładniej jest winien temu, że dziennikarz zachował się nieprofesjonalnie.
„Zachowałem się niegrzecznie, a do tego nieprofesjonalnie. Choć to nie była sytuacja oficjalna, dziennikarz powinien rękę podawać każdemu. Nawet, jeśli nie zgadza się z jego poglądami” – oznajmia Wroński. Ale dalej już nie bawi się w kurtuazję. „Przyznaję, zbulwersowała mnie wypowiedź posła Girzyńskiego wobec szefa dyplomacji mojego państwa, że zachowuje się on jak wiceminister spraw zagranicznych Niemiec, albo Federacji Rosyjskiej. Potem były jego dywagacje, czy Sikorski dostałby stanowisko w międzynarodowej spółce np. Nord Stream i gesty triumfu wśród posłów PiS z dobrze wykonanej z trybuny "mokrej roboty". Zdaję sobie sprawę, że niektórzy młodsi stażem posłowie PiS muszą odgrywać rolę sejmowych chuliganów. W ten sposób zarabiają na uśmiech prezesa i miejsca na liście wyborczej, a to przed wyborami ważne” – podsumowuje z głębią właściwą Czerskiej, gdzie wszyscy pracują i myślą wyłącznie po to, by zasłużyć na uśmiech redaktora naczelnego. I kończy: „.Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę z tych dość podłych politycznych mechanizmów. Po latach nie powinienem się tym przejmować. Chyba się starzeję. Albo trzeba zmienić zawód. Albo przynajmniej nie przychodzić już do Sejmu. Posła Girzyńskiego jeszcze raz przepraszam”.
Trudno nie dostrzec w całej tej sytuacji kolejnego etapu eliminowania tych myślących niewłaściwie. Ale oczywiście „Gazeta Wyborcza” nigdy nie przyzna się do siania nienawiści do inaczej myślących.
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

