Piotr Semka, „Rzeczpospolita”
Męczeństwo księdza Jerzego kojarzy się mi się, a należę do tej generacji, która pamięta jeszcze jako dorosła osoba tę tragedię, raczej z jesienią i dniami, które spędzaliśmy w kościele modląc się najpierw w nadziei uwolnienia księdza Jerzego, a potem w rozpaczy grzebiąc go, w towarzystwie dziesiątek tysięcy ludzi zgromadzonych, w Kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie.
Ks. abp Nycz należał chyba do osób, które współdecydowały o tym, aby ogłoszenie aktu beatyfikacji ks. Jerzego odbyło się jednak w czerwcu. Czerwiec upalny, błękitnym niebem budzi bardzo silne skojarzenia z Mszą papieską z 1989 roku. Czy ten wybór był słuszny? Na pewno podkreśla jedną rzecz: że to tacy ludzie jak ksiądz Jerzy wcielali konkretnie w życie, lub – ktoś może powiedzieć – byli narzędziami Boskiego planu zbawienia, który w przypadku Polski końca lat 70. i 80. objawił się poprzez wypełnienie wezwania papieskiego, aby zstąpił Duch Twój i odmienił oblicze tej ziemi. Odmienienie oblicza tej ziemi nie odbywało się bez konfliktu z siłami zła, jakie stanowił komunizm.
Dla mojego pokolenia, ludzi, którzy mogli stan wojenny oglądać z bliska, beatyfikacja ks. Jerzego to przypomnienie, że ówczesne wydarzenia działy się na serio. Nie były jedną wielką komedią, w której komuniści udawali ateizm, a ludzie wiary demonstrowali ją, ale wszystko miałoby się odbywać według pewnego rytuału. Nie, to była konfrontacja, w której ginęli ludzie, w której przygotowywano plany, aby zamordować konkretną osobę.
Warto o tym pamiętać szczególnie w czasach, kiedy bardzo często pokazuje się komunizm jako świat filmów alternatywy czy „Misia”, w którym jest dziwacznie i śmiesznie, ale niezupełnie serio. Nie, bicie pałką na szosie pod Toruniem było serio. Krępowanie sznurem, który dusił ks. Jerzego, było serio. Sadyzm kpt. Piotrowskiego był serio. I wreszcie diaboliczna sprawność w ukrywaniu śladów tej zbrodni też była serio. Ta ostatnia okoliczność zbrodni była na tyle skuteczna, że nie wiemy zbyt wiele do dzisiaj. A coś – co, możemy się tylko zastanawiać – od początku lat 90., kiedy były największe szanse na wyjaśnienie tej sprawy, powstrzymywało kolejne rządy, aby sprawę wyjaśnić do końca.
Jeden z internautów na forum Frondy zadał dramatyczne pytanie: kim byłby ksiądz Popiełuszko dzisiaj? Czy nie przypominałby ks. Stanisława Małkowskiego, który sprawia wrażenie kapłana, który drażni tych biskupów, którzy mogli pojechać do Rzymu, mogli studiować, mogli robić karierę na rozmaitych uczelniach właśnie dzięki temu, że unikali zaangażowania podobnego do ks. Jerzego. To jest pytanie, które powinno zostać rozważone przez wielu tych kapłanów, którzy dzisiaj stoją na czele rozmaitych diecezji i którzy podchodzili wtedy do sprawy ks. Popiełuszki z pewnym rozdrażnieniem, jako kogoś, kto może Kościół wplątać w pewne problemy. Na tym polega uroda chrześcijaństwa, że wynosi ono odważnych i przy okazji każe zadawać sobie pytanie, o co tak naprawdę warto walczyć tym, którzy bardzo często potrafią swoją małoduszność ubrać w najwspanialsze słowa o dbaniu o dobro Kościoła.
Bardzo ciężko powiedzieć, jak dzisiaj można byłoby realizować wzorzec ks. Popiełuszki. To były czasy nienormalne, w związku z tym głos kapłana był bardzo potrzebny. Teraz sytuacja jest bardziej unormowana. Jesteśmy krajem, w którym Kościół musi bardzo uważać, gdzie ma pole do zabrania głosu. Przychodzi mi na myśl jedna przykładowa sytuacja sprzed paru lat. Sprawa zabójstwa dziecka Agaty. Zabójstwa, któremu w sposób haniebny patronował jeden z dzienników. Wówczas zbyt wiele takich głosów nie było słychać i to też powinno być kolejnym punktem do rozmyślań rozmaitych hierarchów, którzy potrafią nieprzyjemnym głosem powtarzać, że Kościół nie powinien się wypowiadać na te tematy publicznie.
Boję się, że może dojść do sytuacji, w której politycy w ogóle już będą i omijać kościoły, i omijać wypowiadanie się w obronie zasad wiary. Może więc potrzeba mniej tego aroganckiego stylu ubolewania, że politycy garną się czasami do Kościoła. Bo już raz tak było, na początku lat 90., kiedy abp Pieronek wyrażał satysfakcję, że przegrali ci politycy, którzy utożsamiali się z religią chrześcijańską. Być może miało to jakieś uzasadnienie, bo część polityków tym grała, ale nie życzę też Kościołowi sytuacji, w której wszyscy politycy będą omijać Kościół szerokim łukiem, gdyż będzie to dla niego bardzo, ale to bardzo niedobre.
dr Paweł Skibiński, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego
Uroczystość rozpoczęła specjalna litania do Świętych Polskich, co symbolicznie ukazuje, że Polska zyskała jeszcze jednego ważnego świętego. To radość dla wszystkich wierzących, nie tylko Polaków. Radość ta jest tym większa, że ks. Jerzy Popiełuszko łączył wierną służbę Kościołowi z oddaniem ojczyźnie, co doprowadziło do jego męczeńskiej śmierci.
Co może nam to dać na przyszłość? Zyskaliśmy nowego ważnego patrona. W tej chwili trwa procesja do Świątyni Opatrzności Bożej, gdzie mają zostać złożone jego relikwie. Pokazuje to, jak bardzo Polska związana jest z wiarą, naszym katolicyzmem i mam nadzieję, że tak pozostanie. Usłyszałem też ciekawy komentarz, nie pamiętam już czyj, że jeżeli uczeń Jana Pawła II zostaje beatyfikowany, to nie będziemy musieli długo czekać na beatyfikację naszego Papieża.
dr Piotr Dardziński, dyrektor Centrum Myśli Jana Pawła II
Na pewno jest to dzień niezwykły. Mogę wypowiedzieć się z perspektywy kogoś, kto zajmuje się poszukiwaniem śladów pontyfikatu Jana Pawła II i jego owoców. Można powiedzieć, że świadectwo życia zwykłego wikarego, jakim był ks. Jerzy Popiełuszko, jest tym, co teraz dojrzało jako owoc pontyfikatu. I co najważniejsze, w ten sposób ks. Jerzy nie jest kimś, kto był, tylko kimś, kto jest. Świadectwo tych, którzy byli na placu i którzy przeszli z pielgrzymką do Świątyni Opatrzności, jest tego najlepszym znakiem.
Druga rzecz, myślę, że to jest beatyfikacja, która komentuje nam to, co się w Polsce dzieje i podsuwa pewną metodę, którą stosował ks. Jerzy. Metodę, zgodnie z którą nigdy nie możemy pozwolić, by ci, którzy są niechętni czy to Kościołowi, czy Ewangelii, jak było wspomniane dzisiaj w homilii, nauczyli nas jednej rzeczy, której się nigdy nie damy nauczyć, to znaczy nauczyli nas nienawiści. Hasło „Zło dobrem zwyciężaj” jest hasłem uniwersalnym. Ono nie jest aktualne tylko wtedy, gdy panuje komunizm czy terror, ono jest aktualne w każdym momencie.
Musimy strzec się nienawiści, ale z drugiej strony, już tak prywatnie powiem, ksiądz Jerzy jest dla mnie przykładem świadka, który choć poniósł śmierć męczeńską, jest pewnego typu rewolucjonistą ewangelicznym. Jest kimś, kto mówi: nie będzie mi świat mówił, jak ma być. Prawda o tym, jak ma być, jest w objawieniu, w Ewangelii. Odczytywanie znaków świata nie polega na tym, by się do niego dostosowywać. Polega na tym, by go umieć zmieniać, nawet gdy jest się tylko zwykłym wikarym i po prostu odprawia się tylko Msze za ojczyznę. Tylko Msze za ojczyznę, a może aż Msze za ojczyznę. To jest znowu bardzo aktualne, że beatyfikacja ks. Jerzego jest beatyfikacją postawy antylizusostwa wobec wszystkiego, co jest dookoła, z uszanowaniem naszych adwersarzy i tych którzy nas nie rozumieją, krytykują, może nawet czasami prześladują, o czym znów była dziś mowa w homilii. Uszanowaniem ich, ale niepoddawaniem się.
Myślę, że postawa wzorowana na ks. Popiełuszce daje się teraz zauważyć. Jest mniej spektakularna, bo żyjemy w trochę innych czasach. Tego dobra jest jednak o wiele więcej. To pokazują też te tłumy ludzi, reprezentacje różnych grup, instytucji, parafii, związków itd. Dzisiaj modlitwy za ojczyznę są śpiewane w kościołach w sposób naturalny. Pewnie nie ma nigdy takich czasów, które byłyby całkiem normalne, ale żyjemy w czasach normalniejszych. Żyjemy w pewnym sensie w czasach niezwykłych, w których z głównego placu wielkiej metropolii, stolicy Polski, idzie pielgrzymka z relikwiami nowego błogosławionego, który może być patronem polskiej odzyskanej wolności. I ona idzie do ogromnej świątyni, która jest zbudowana, która w końcu wypełnia wotum z 1791 roku. To są niezwykłe rzeczy i trzeba dostrzec, że dzieje się bardzo dużo dobrego, więc mniej koncentrujmy się na złu, a bardziej na tym, co jest dobre.
Tych świadectw jest bardzo dużo. Podejrzewam, że jest wielu takich wikarych w Polsce, którzy dzisiaj pomagają powodzianom, pracują ze zbuntowaną młodzieżą czy dają swoje męczeńskie świadectwo na lekcjach katechezy w szkołach.
not. MJ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

