Wywiad, choć akurat Gdula nie jest lewicowym propagandystą, a z częścią jego tez można autentycznie polemizować jest doskonałym świadectwem tego, że bez perspektywy wiary nie da się do końca zrozumieć fenomenu Kościoła. Jednym z najmocniejszym na to dowodów są rozważania na temat spowiedzi.
Dziennikarz zadaje pytanie, czy dziś ludzie nie potrzebują już spowiedzi, a Gdula odpowiada: „Jedną z instytucji, które weszły na jej miejsce, jest po prostu terapia. Ta instytucja jest coraz bardziej rozpowszechniona, jest coraz więcej takich doradców, ale też coraz więcej podręczników do autoterapii. Tu Kościół ma konkurencję, w dodatku mniej obciążoną schematem rozliczeniowym. W spowiedzi chodzi o to, żeby opowiedzieć o grzechach, ale też - odpokutować. I tu pojawia się element oceny; wierni często zwracają uwagę, że nie oczekują tego od księży. Terapia nie tyle ocenia, ile jest zainteresowana niesieniem pomocy, ulgi w cierpieniu. Odpowiada lepiej na dzisiejsze potrzeby” - oznajmia socjolog.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż w spowiedzi chodzi o coś zupełnie innego niż w psychoterapii. Idąc do konfesjonału nie szukam tam pocieszenia, ani tym bardziej autoterapii, ale autentycznego przebaczenia, które ofiarować mi może tylko Bóg. U podstaw tego przebaczenia leży oczywiście świadomość własnej grzeszności, ale w sakramencie tym wcale nie chodzi o to, by rozliczać, analizować, oskarżać, ale by doświadczyć prawdziwego przebaczenia i prawdziwej miłości. Tego nie może mi ani nikomu innemu ofiarować najlepszy nawet psychoterapeuta. On może pomóc (choć może i zaszkodzić) w radzeniu sobie ze zranieniami, może przekonywać, że wina nie jest winą, ale nie może sprawić, że moje grzechy, moja grzeszność zostanie zanurzona w morzu Boskiego Miłosierdzia.
Porównywanie ze sobą psychoterapii i spowiedzi jest więc porównywaniem rzeczy nieporównywalnych. Z jednej strony mamy bowiem spotkanie z żywym Bogiem, który odpuszcza mi moje grzechy, przygarnia mnie do siebie i daje moc na lepsze życie, a z drugiej spotkanie z człowiekiem, który może mi, co najwyżej pomóc w radzeniu sobie z rozmaitymi traumami, problemami czy zaszłościami. Ta pierwsza to działanie Boga, a ta druga tylko człowieka. I dlatego jeśli ktoś chce rzeczywiście uleczenia duchowego niech idzie do księdza. Psycholog, nawet najlepszy nie da mu tego, co może zrobić każdy ksiądz, gdy tylko działa in persona Christi. A tak właśnie działa w konfesjonale. Tego jednak nie jest w stanie zrozumieć ktoś, kto nie doświadczył mocy przebaczenia i pokoju, jaka płynie ze Spowiedzi.
Tomasz P. Terlikowski
