44 kilometry – tyle przeszli uczestnicy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. 210 osób podzielonych na grupy niosło na plecach półtorametrowe brzozowe krzyże. Były to głównie osoby młode, ale nie tylko – zdarzały się także sześćdziesięciolatkowie.

- Nie wierzę w słowa – mówi krakowski kapłan ks. Jacek Stryczek, organizator drogi krzyżowej. - Wierzę natomiast w siłę doświadczenia osobistego. Gdy ktoś przejdzie z krzyżem taki dystans, droga krzyżowa go naprawdę poruszy, dosłownie zaboli. Ja potem przez trzy dni kulałem – dodaje duszpasterz akademicki.

Wyrzeczenia to domena Wielkiego Postu, nie przypadkowo nabożeństwo drogi krzyżowej odprawiane jest właśnie w tym okresie liturgicznym. - cenię post, bo uważam, że wiara powinna być także obecna w ciele, właśnie przez ascezę. W przeciwnym razie ciało panuje nad duchem. Mówię to też z doświadczenia sportowca... Ekstremalna droga krzyżowa to też taka asceza dla ciała – uważa ks. Stryczek.

 

sks/GW

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »