„Pseudokatolicy, którzy głosowali na Palikota, to wrzody na ciele, jakim jest parafia. Żeby uzdrowić ciało, wrzody trzeba usunąć” - tak uważa proboszcz z podtoruńskiego Czernikowa - informuje "Gazeta Wyborcza". Taka ocena ks. dr. Piotra Siołkowskiego znalazła się m.in. w biuletynie parafialnym, umieszczanym na stronie urzędu gminy. "Takich treści być tam nie powinno, zastanowię się, czy go nie cenzurować" - mówi wójt Zdzisław Gawroński. Poseł Ruch Palikota Maciej Wydrzyński już mówi, że "ksiądz, który powinien być wzorem, mówi takie rzeczy". "Paradoksalnie pracuje na nasze 30 proc. poparcia za 4 lata. Więcej takich ludzi!" - mówi.
Oczywiście słowa duchownego, jeżeli nie zostały zmanipulowane, są mało ewangeliczne i są szkodliwe. Nie jest tajemnicą, że jeden duchowny może zrobić więcej szkód wiernym niż 50 Palikotów. Z wyborcami Palikota trzeba rozmawiać i należy ich przyciągnąć do Kościoła walcząc o ich duszę i zbawienie. Do tego został powołany przez Jezusa Chrystusa Kościół katolicki. Mamy iść między wilki, do ciemnych dolin i w środowiska nam wrogie. Nie można usuwać pogubionych grzeszników. Trzeba ich łowić. Metoda „liberalnych” mediów by wyciągać wypowiedzi księży z małych miejscowości czy wsi po to by zdyskredytować cały Kościół przekracza granice przyzwoitości. Jednak jest to metoda popularna i w niektórych kręgach może być skuteczna. I do takich metod musimy się przyzwyczaić. To jest bowiem polemika przeciwników Kościoła. Duchowni i katoliccy publicyści powinni teraz być szczególnie przeczuleni na to jaki rodzaj amunicji dają swoim oponentom. W dobie demokracji medialnej i nowym rodzajom propagandy ludzie Kościoła muszą nauczyć się funkcjonować w erze facebooka, youtube i wszechobecnych kamer, które dziś każdy ma w telefonie. Walka o dusze współczesnego człowieka jest dziś globalna na tyle mocno, że największy dziennik w Polsce zajmuje się wypowiedzią księdza z prowincji.
Łukasz Admski

