Amerykański politolog George Friedman twierdzi, że gdyby NATO posiadało stałe wojska w naszym regionie, znacząco ostudziłoby to ewentualne zapędy Rosjan.
Jak przekonuje Friedman, Władimir Putin nie może grać zbyt mocnymi kartami, bo w takim wypadku ryzykowałby porażkę. Gdyby wojska NATO stacjonowały w Polsce, sprawiłoby to, że hipotetyczna "powazna odpowiedź" ze strony Rosji stałaby się mało prawdopodobna.
Co sprawia, że Putin nie chciałby ryzykować? Wg Friedmana władca Rosji obecnie boryka się ze zbyt wielką ilością problemów. Jego sukces w Syrii był w istocie tylko sukcesem na papierze, kraj ma obecnie wielkie problemy gospodarcze, zbyt ryzykowne ruchy mogłyby zachwiać poparciem Putina, a tym na pewno nie chce ryzykować.
Rosjanie w ocenie politologa prędzej zaakceptowaliby fakt, że USA stworzyły system powstrzymywania podobnie jak to miało miejsce w czasie Zimnej Wojny. Jak powiedział, istnieje pewna "czerwona linia" dla Rosjan i przesuwa się ona w kierunku Białorusi i Ukrainy.
Już za tydzień rozpocznie się szczyt NATO w Warszawie, na którym jednymi z najważniejszych tematów będzie kwestia reakcji na wzmożone zagrożenie ze Wschodu.
W czerwcu potwierdzono już rozmieszczenie w naszym kraju, a także w państwach bałtyckich czterech batalionowych grup bojowych NATO. Bardzo możliwe, że na warszawskim szczycie kwestia obrony przed Rosją będzie kontynuowana.
emde/forsal.pl
