Metoda sztucznego zapłodnienia przedstawiana jest przez jej zwolenników jako ratunek i wybawienie dla osób niemogących posiadać dzieci. Adam Szulc, gość "Audycji Poświęconej" portalu Fronda.pl, opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z in vitro. Kilka lat temu wraz z żoną postanowili skorzystać z tej metody. - Przeszliśmy przez to piekło, zwane in vitro – mówił na antenie Radia Warszawa.

Jak opisał Adam Szulc, po kilku latach starania się o dziecko zaczęła się w nich pojawiać frustracja. - Gdy pojawiają się kłopoty z zajściem w ciążę, w psychice kobiety pojawia się ogromna potrzeba posiadania dzieci. Często powoduje to, że kobieta chce mieć dziecko bez względu na wszystko. Z roku na rok wzrastała w nas frustracja – wspomina. Zaznaczył, że w końcu postanowili z żoną szukać pomocy.

Początkowo korzystali z prostych metod leczniczych. - Na początku stosuje się w takiej procedurze proste metody, związane z inseminacją, czy podawaniem leków. Nasze napięcie jednak rosło, oczekiwania stawały się coraz większe – mówił Szulc w audycji. Zaznaczył, że już te pierwsze metody odzierają z godności ludzkie poczęcie. - Już wtedy małżonkowie muszą poddawać się bardzo określonym procedurom. Muszą współżyć o odpowiedniej godzinie, muszą zażywać przedtem odpowiednie medykamenty. To całkowicie zaburza relacje małżonków, a współżycie sprowadza do technologii – mówił gość "Audycji Poświęconej".

Zaznaczał jednak, że pierwsze procedury nic nie dawały, a podczas wizyt w klinikach "leczenia niepłodności" lekarze próbowali ich omotać. - W renomowanych klinikach lekarze znają doskonale kobiecą psychikę. Zazwyczaj występują w roli wybawicieli, półbóstw, które nagle oferują lepsze rozwiązania, tym razem skuteczne – powiedział. W końcu zdecydowali się na zastosowanie metody in vitro.

Jak podkreślił Adam Szulc metoda sztucznego zapłodnienia wiąże się już z "technologicznym wyprodukowaniem dziecka". - To jest utylitaryzm doprowadzony do ekstremum. To całkowita industrializacja poczęcia człowieka – uważa gość audycji portalu Fronda.pl.

W rozmowie ze Stefanem Sękowskim Adam Szulc opowiedział, jak wyglądają przygotowania do procedury in vitro. - W klinikach mężczyźni stoją w kolejkach z pojemnikami na nasienie i po kolej wchodzą do pokoju pobrań. Tam, korzystając najczęściej z gazetek erotycznych, muszą napełnić swoim nasieniem pojemnik. Potem wychodzą z pokoju i wchodzi następna osoba. To wszystko dzieje się niemal na oczach obcych ludzi, na oczach żon. Można nawet powiedzieć, że to ośmiesza proces poczęcia dziecka – tłumaczył.

Kobiety z kolei, jak wspominał gość Stefana Sękowskiego, poddawane są stymulacji hormonalnej. - To jest związane z ogromnym napięciem nerwowym, stresującymi wizytami u lekarzy. Potem następuje pobranie komórki jajowej – opisał Szulc. Jak zaznacza, po zapłodnieniu często małżonkowie wraz z lekarzem wybierają zarodek do zaimplementowania.

Adamowi Szulcowi oraz jego żonie po pięciu latach od pierwszych prób wspomagania poczęcia, oraz po dwóch próbach sztucznego zapłodnienia, udało się urodzić upragnione dziecko. Jednak wtedy pojawiły się ogromne wątpliwości i wyrzuty sumienia. - Świadomość, że kilkanaście zarodków jest zamrożonych, że z roku na rok, z miesiąca na miesiąc ich zdolność do życia maleje, jest bardzo trudna do zaakceptowania, szczególnie dla osoby, która patrzy na życie przez pryzmat wiary i zasad moralnych – mówił. Jak zaznaczył, połowę niewykorzystanych embrionów oddali innej rodzinie starającej się o dziecko, jednak wciąż budzi to jego wątpliwości. Nie wiadomo bowiem, co dalej stało się z tymi zarodkami.

Gość "Audycji Poświęconej" przyznaje, że emocje związane ze staraniem się o dziecko były tak wielkie, że dopiero po zakończeniu procedury był w stanie zastanowić się nad jej przebiegiem oraz skutkami. Jego zdaniem, główną motywacją ludzi zgłaszających się na in vitro jest egoizm. - Tak było w moim przypadku. Z perspektywy czasu widzę, że nam nie chodziło o poczęcie życia, chcieliśmy mieć dziecko, jak każda inna para – zstwierdził. Dodał też, że gdyby udrożnić mechanizmy adopcji oraz uświadomić małżonkom, ile dzieci umiera z głodu, czy czeka na prawdziwą rodzinę w domach dziecka, byłoby mniejsze parcie na in vitro.

W opinii Adama Szulca metoda in vitro dokonała również wielu zmian w jego relacjach z żoną. - Cały proces atomizuje ogromnie związek, relacje małżeńskie. In vitro spowodowało ogromne zmiany w psychice mojej oraz żony. W wyniku stosowania sztucznego zapłodnienia mamy do czynienia z upadkiem autorytetu. Wiara w transcendentalność poczęcia, jego tajemnica gdzieś się ulatnia. Następuje odarcie z tajemnicy związanej z aktem poczęcia – powiedział gość Stefana Sękowskiego. Dodał, że po urodzeniu dziecka ich małżeństwo zaczęło przeżywać ogromny kryzys.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »