Mieszkaniec indonezyjskiej wyspy Lombok, 64-letni Luke Gregory Lloyd zdenerwował się dochodzącymi z pobliskiego meczetu odgłosami modłów. Były dla niego tak nieznośne, że zdenerwowany wtargnął do muzułmańskiej świątyni.

Dziennik "Jakarta Globe" relacjonuje, że Amerykanin odłączył głośniki od prądu, a następnie miał obrazić jednego z wiernych. Oburzeni muzułmanie ruszyli za nim w pościg, jednak od linczu uratowała go lokalna policja.

- Powinien uważać się za szczęściarza. Wtedy postanowiliśmy, że go nie zlinczujemy. Nie chcieliśmy zrobić nic głupiego, chociaż niektóre osoby nie mogły powstrzymać wściekłości i zniszczyły dom Lloyda – opowiada jeden z mieszkańców miasta Kuta, w którym doszło do incydentu.

Aby uchronić Amerykanina przed gniewem oburzonych wiernych, przetrzymywany jest on w hotelu pod ochroną policji. Trwają ustalenia czy Lloyd popełnił bluźnierstwo, za co grozi mu pięć lat więzienia.

Szef miejscowej policji Lalu Mahsun poinformował, że to nie pierwszy taki sprzeciw wobec modlitw w meczecie. Amerykanin miał już protestować kilkakrotnie, ale nigdy w sposób tak skandaliczny. Mieszkańcy miasta mają nadzieję, że zostanie odpowiednio ukarany i nie uniknie odpowiedzialności "tylko dlatego, że jest obcokrajowcem".

eMBe/Gazeta.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »