Nie porównuję bezpośrednio słów kobiet wypowiadających się w tekście do kobiety z przywołanego serialu. Nie zestaiwam ze sobią dzieciobójczyń z kobietami, które dokonały aborcji. Wiem, że można teoretycznie to robić, ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Chodzi mi o kwestie totalnego zdumienia jakie mnie dotknęło po lekturze tekstu "Chcę mieć wybór" z "Wprost". Nie rozumiem. I chyba jakaś coś we mnie pękło. To już nie żałosna, bezdzietna i podstarzała celebrytka bredząca o swoich aborcjach. Tym razem mamy matki, które wychowują dzieci dotknięte Zespołem Downa. Matki, które twierdzą, kobieta powinna mieć prawo do abortowania takich dzieci.
Nie chcę oceniać tych kobiet. Nie wiem co czuje człowiek, który dowiaduje się, że ma dziecko z taką wadą genetyczną. Znam jednak rodziców, którym nigdy przez usta by nie przeszło to co mówią matki we „Wprost”. Czy możemy je za to potępiać? Czy nie mają one wystarczających uczuć? Odpuszczam. Nie rozumiem. Oceńcie Państwo sami.
Grażyna Jabłońska z Białegostoku jest mamą blisko 15-letniej Małgosi. ”Projekt nowelizacji zaostrzający i tak restrykcyjną ustawę aborcyjną nie miał prawa przejść. Przeszedł. Bo posłom nie o eugenikę chodzi, tylko o doraźną politykę. Matki dzieci nieuleczalnie chorych nie pojmują, dlaczego politycy uzurpują sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci? Ich i ich dzieci?” – pyta we „Wprost”.
Inne matki niepełnosprawnych dzieci cytowane we „Wprost” są podobnego zdania. „Rozstrzyganie tego problemu tak, jak proponuje to restrykcyjna nowelizacja ustawy aborcyjnej, jest nieludzkie. To wybór dokonywany poza myśleniem o dobru czy autonomii kobiety. Miejmy nadzieję, że nie tylko z doraźnych powodów politycznych. Mnie osobiście głęboko oburza, że prawo jest tu traktowane tylko jako instrument wyborczy. Że politycy opowiadają się za taką opcją, która zapewni im lepsze wyniki w wyborach” – mówi Anna Dodziuk, terapeutka, matka 40-letniej Barbary z zespołem Downa. „Prawo do takiej decyzji należy do podstawowych praw kobiety. Gdyby to ode mnie zależało, raczej wprowadziłabym obowiązkowe badania prenatalne, żeby kobieta mogła podjąć tę decyzję świadomie” – dodaje.
Jabłońska przekonuje we „Wprost” , że rodzić jej kazał Kościół. A gdy poszła do świątyni, została wyproszona bo jej córka była za głośno. Ksiądz jej dziecko ochrzcił na zakrystii. Czy tak w rzeczywistości było? Możliwe. Zdarzają się nieczuli i niemądrzy księża. W tekście chodzi o jednak o wywarcie wrażenia, że wszyscy księża to hipokryci. Według kobiety nietolerancyjna była też katechetka w szkole. A pamiętajmy, że katecheci też pokazują „Niemy krzyk”. Matki dzieci z Zespołem Downa zwracają jednak uwagę na jeszcze inne kwestie. „Gosia nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń. Przez całe życie będzie wymagała wsparcia, sama sobie nie poradzi. Najgorsze jest myślenie, co będzie, jak mnie nie będzie”- mówi matka dziecka z Zespołem Downa.
A co jakby tego dziecka nie było? Co jakby wcześniej się go pozbyto? Byłoby lepiej? Zabicie jest lepsze? Jak już pisałem, nie chcę tego oceniać. Ten artykuł mnie walnął po głowie. Skoro matki takie rzeczy mówią. Odpuszczam. Nie rozumiem...
Łukasz Adamski

