Popularna hipoteza o globalnym ociepleniu może doprowadzić do wprowadzenia w USA limitów zanieczyszczeń. Boi się tego Izba Handlowa USA i grozi Agencji Ochrony Środowiska procesem, jeśli miałaby nie udowodnić głoszonej przez siebie tezy. EPA niedawno nie dopuściła do publikacji zamówionego przez siebie raportu, z którego wynikało, że temperatura na Ziemi ostatnio zamiast rosnąć, spada, a lodowce na Grenlandii wcale nie topnieją.

Komentatorzy przyrównują ewentualny proces do tego, który odbył się w 1925 roku w Dayton w stanie Tenessee. Dotyczył on tego, czy nauczyciel może uczyć dzieci o ewolucji. Na sali sądowej starli się kreacjoniści i ewolucjoniści. Dwa lata później sąd wyższej instancji uchylił wyrok skazujący nauczyciela na grzywnę z powodów proceduralnych.

EPA twierdzi jednak, że nie będzie odpowiadać na apel. Dowody na poparcie ich tez są znane od dziesięcioleci i nie ma sensu ich powtarzać – twierdzą.

- To kwestia, której, korzystając z dostępnej dziś wiedzy naukowej, nie da się przed sądem jednoznacznie rozstrzygnąć – mówi Tomasz Teluk z Instytutu Globalizacji w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Jednak w USA wiele spraw zależy od poglądów osób, które wydają werdykt. Tak więc ławnicy mogą, zwiedzeni przez zwolenników tezy globalnego ocieplenia, traktowanej jak aksjomat, przyznać rację EPA – dodaje ekspert.

 

sks/Los Angeles Times

 

Zobacz także:

Czy amerykański rząd stosuje cenzurę w sprawie globalnego ocieplenia?

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »