Mężczyzna, który opuścił więzienie w 1999 roku opowiada, że gdy wysyłał list do Jana Pawła II, nie spodziewał się odpowiedzi. - Był zajętym człowiekiem i dostawał wiele listów. Nie sądziłem, że odpisze więźniowi - mówi Turrin. Papież jednak odpisał dziękując Turrinowi za list i obiecał modlitwę. Napisał również, że modli się, by Pan dał Turrinowi siłę, wiarę i by pomógł mu w chrześcijańskim życiu. Papież pobłogosławił również więźnia i jego rodzinę.
Turrin przeżył nawrócenie i zdecydował się prowadzić działalność ewangelizacyjną w więzieniu. Dziś podkreśla, że wówczas wszyscy więźniowie byli dla siebie wrogami. Więzieniem rządziła terrorystyczna organizacja "Świetlisty Szlak”, która była odpowiedzialna za wiele ataków w Peru na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. - Liderzy naszej małej społeczności chrześcijańskiej byli celami ataków, gróźb psychicznych i fizycznych. Prawie wszyscy byliśmy prześladowani. To był koszt naszej konwersji - mówi Turrin, który naraził się terrorystom tym, że zwiększył liczbę działających w więzieniu chrześcijan z 15 osób do 100.
- W każdym bloku więziennym stworzyliśmy wspólnotę chrześcijańską. Zebrało się 12 wspólnot. Wszyscy poświęciliśmy się Maryi Dziewicy - mówi. Jego wspólnota organizowała w więzieniu festiwale życia i pokoju. Turrin podkreśla, że czytając w więzieniu dzieła Jana Pawła II uważał go już wtedy za osobę świętą.
Były więzień dziś pomaga osadzonym w trzech więzieniach w Limie.

