Prowadzenie ukraińskich jeńców ulicami Doniecka było z pewnością czymś hańbiącym, czymś, co należy potępić, jednak nie nazywałbym tego zbrodnią wojenną. W ocenie tej sytuacji trzeba zachować właściwe proporcje. Dokładnie było to złamanie konwencji genewskiej z 1949 r. o traktowaniu jeńców wojennych, a i ta konwencja nie precyzuje, czy wolno organizować taki przemarsz, czy nie wolno. Mówi o tym, że nie można traktować jeńców w sposób hańbiący. W mojej ocenia inicjatorzy tego marszu próbowali pohańbić żołnierzy ukraińskich wziętych podczas tej wojny. W myśl prawa wojennego jest to przestępstwo, a nie zbrodnia wojenna. Mianem zbrodni wojennej określa się czyny popełniane z premedytacją, gdy np. oddział czy dany uczestnik walk świadomie morduje jeńców, ludność cywilną, dopuszcza się innego typu bestialstw – z pełną świadomością swoich czynów.

Sugerowałbym o tym co się wydarzyło na Ukrainie wypowiadać się w sposób racjonalny, a więc nie operować terminami, które są nieadekwatne. W czasie przemarszu jeńców nie doszło ani do zbrodni wojennej, ani nie było tam żadnych terrorystów, tylko nielegalne oddziały rebeliantów. Ale te same odziały w myśl konwencji genewskiej jeżeli mają moją mundur, noszą broń na wierzchu i są oznakowane – a te trzy cechy te oddziały spełniają – są normalnym uczestnikiem wojny, kombatantem. I dopóki nie popełnią przestępstw w rodzaju mordów wojennych, powinny być traktowane zgodnie z konwencją genewską, mimo że nie są armią regularną żadnego państwa.

Nie spodziewam się wszczęcia w tej sprawie międzynarodowego śledztwa i postawienie np. przed trybunałem haskim sprawców tego przemarszu, bo jest to po prostu przestępstwo dosyć niskiej rangi (w porównaniu np. do zestrzelenia samolotu malezyjskiego).

Z całą pewnością organizacja takiego przemarszu była działaniem propagandowym. Jego celem miało być pokazanie władzom ukraińskim, że nie kontrolują sytuacji na wschodzie, że separatyści ciągle są tam silni, bo mogą urządzić taką „paradę”.

Not.ed