- Sąd jest poruszony tym, co zrobiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie i sposobem rozumowania Prokuratury Okręgowej w Poznaniu – stwierdził sędzia Piotr Gąciarek. Prokuratura warszawska nie zniszczyła stenogramów rozmów Sumlińskiego z mecenasem Romanem Giertychem.
Mało tego, stenogram z rozmowy dziennikarza "Rzeczpospolitej" Cezarego Gmyza prowadzonej przez telefon Sumlińskiego przekazała pełnomocnikowi wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jacka Mąki, Piotrowi Siłakiewiczowi, do wykorzystania w cywilnym procesie przeciwko „Rzeczpospolitej”. A poznańska prokuratura nie widziała w postępowaniu prokuratury w Warszawie niczego niewłaściwego. Premier Donald Tusk nie wyciągnął zaś żadnych konsekwencji wobec kierownictwa ABW.
Nos Siłakiewicza
Jak tłumaczył Siłakiewicz, o stenogramy wystąpił z własnej inicjatywy, a to, gdzie ich szukać, podpowiedział mu jego „prawniczy nos”. – Sąd nie jest dzieckiem – tak w uzasadnieniu sędzia odniósł się do tych tłumaczeń.
"Tajemnica rozmów adwokata z klientem to rzecz święta. To fundament cywilizacji zachodniej i nie wolno się nawet dowiadywać, o czym obie strony rozmawiają. Nawet gdyby była to rozmowa o kwiatach dla żony" – stwierdził sąd w uzasadnieniu swojej decyzji".
"Być może takie standardy obowiązują na wschód od polskiej granicy, ale na pewno nie w naszym kraju" – w taki sposób sąd skomentował fakt, że pełnomocnik szefa ABW mecenas Piotr Siłakiewicz dysponował stenogramami z podsłuchów Wojciecha Sumlińskiego i wykorzystał je w cywilnym procesie z dziennikiem „Rzeczpospolita”.
Kardynalne uchybienia
Z uwagi na „kardynalne uchybienia” obu prokuratur sąd zdecydował, by w specjalnym piśmie poinformować o swoich wnioskach Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremetę.
Sąd Rejonowy postanowił też szczegółowo przesłuchać wiceszefa ABW Jacka Mąkę, jego pełnomocnika, radcę prawnego Piotra Siłakiewicza, prokuratorów Jolantę Mamej i Andrzeja Michalskiego, którzy prowadzili postępowanie przeciwko Sumlińskiemu, oraz szefa ABW Krzysztofa Bondaryka.
Sąd chce ustalić, skąd Siłakiewicz dowiedział się, że istnieją stenogramy z podsłuchów dziennikarzy i co się w nich znajduje.
Sąd zmiażdżył prokuratorów
- Myśliwi zmienili się w zwierzynę – komentuje sprawę w rozmowie z portalem Fronda.pl Cezary Gmyz. – Prokuratorom, którzy ścigali Sumlińskiego, teraz zostaną postawione zarzuty. Uczestniczyłem w wielu procesach, ale tak druzgocącej krytyki postępowania prokuratury jeszcze nie widziałem – ocenia.
Dodaje, że prokuratura nie mogła udostępnić stenogramów rozmów Gmyza pełnomocnikowi wiceszefa ABW, nie mogła też czytać zarejestrowanych rozmów między Wojciechem Sumlińskim i jego obrońcą Romanem Giertychem.
Wszyscy trzej oraz dziennikarz TVN24 Bogdan Rymanowski otrzymali w sprawie status pokrzywdzonych. Będą mogli oni uczestniczyć w przesłuchaniach tych osób, o których mówił sąd i zadawać pytania. – I na pewno z tego prawa skorzystamy – mówi w rozmowie z nami Gmyz.
Bondaryk będzie przesłuchiwany
- Dziękuję sądowi za przywrócenie mi wiary w sprawiedliwość – nie kryje swojej radości Sumliński. – Będziemy żądać odsunięcia obu prokuratorów od sprawy i powtórzenia jej z udziałem bezstronnych i uczciwych prokuratorów – zapowiada w rozmowie portalem Fronda.pl.
Sędzia wskazał, że mocodawcą Siłakiewicza jest Mąka, a szefem Mąki, Krzysztof Bondaryk. Stąd konieczność ich przesłuchania. – ABW prowadzi postępowanie pod nadzorem prokuratury. Chociaż być może tutaj sprawa nadzoru wyglądała odwrotnie. Niestety, czasem to różnie bywa w naszym kraju z tym kto kogo nadzoruje w relacji służby specjalne - prokuratura – tłumaczył sędzia Gąciarek.
A co na to ABW? - Nie komentujemy decyzji sądów – ucina rzecznik agencji ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.
Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

