Co to ma być w zasadzie wiadomo: więcej zabójstwo nienarodzonych, więcej pieniędzy na antykoncepcję, a być może – bo kto to może zagwarantować – chemiczna sterylizacja, dzięki której w wielu krajach świata ubodzy nie będą mogli mieć dzieci. Niemożliwe? Wcale nie! O takich rozwiązaniach otwarcie mówią najbogatsi Amerykanie, a Unia Europejska i Stany Zjednoczone przeznaczają na rozmaite programy depopulacyjne miliardy dolarów czy euro.
Problem polega tylko na tym, że gdyby te pieniądze przeznaczyć na pomoc najuboższym, na lepsze rolnictwo w wielu krajach świata, to ziemia mogłaby wyżywić o wiele więcej ludzi, niż obecnie. Trudno też nie dostrzec, że przeludnieniem straszy się ziemian od drugiej połowy XVIII wieku. I nigdy do tego nie doszło. Nie zmienia to wcale faktu, że w imię walki z tym fikcyjnym zagrożeniem zginęło setki milionów ludzi.

