Marsz poparli Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli, indignados (oburzeni), skupieni w Ruchu 15-M, od 15 maja koczujący w centralnych punktach Madrytu, przy Puerta del Sol i na Paseo del Prado. Przeciwstawiają się oni politycznemu establishmentowi, protestując pod hasłami: „Dlaczego rządzi rynek, skoro na niego nie głosowaliśmy?”, „Nie jesteśmy towarem w rękach polityków i bankierów”, „Nie my zaciągaliśmy długi. Nie my stracimy na bankructwie. Dlaczego to my musimy tak ostro zaciskać pasa?”, „Nie obcinać zasiłków!”, „Praca dla młodych!”, „Prawdziwa demokracja - już!”, „Skorumpowanych polityków – na galery!”, „Większa płaca minimalna!” itd. Mimo wielokrotnych zapewnień władz hiszpańskich, że nie partycypują w kosztach organizacji ŚDM, indignados protestują też przeciwko przeznaczaniu pieniędzy publicznych na działalność Kościoła.



Swoją demonstrację zamierzała także zorganizować w dniu przyjazdu papieża, 18 sierpnia, Fundacja Trójkąta na rzecz praw gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Miejscem zgromadzenia miał być plac Callao w centrum miasta, jednak władze jej to „odradziły”.

 

Pytanie: dlaczego, zawsze gdy rozpoczyna się jakiekolwiek publiczne wyznanie wiary katolików (ŚDM, pielgrzymka Papieża) w krajach (niby) demokratycznych, rzesze zboczeńców, bezbożników podnosi protest przeciwko modlącym się ludziom? Dlaczego wyją jak jakiaś dzika horda? Czy wolność wyznania i publicznej demonstracji przynależy tylko i wyłącznie im - grupom mającym w poważaniu drugiego człowieka? Każda manifestacja przeciw Kościołowi katolickiemu przybiera barwy nienawiści, nietolerancji i bezczelnych wyzwisk. Z drugiej strony świadczy to o tym, przed czym sam Chrystus przstrzegał swoich uczniów: "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (Ewanglelia Św. Jana).

 

SM/Katolicka Agencja Informacyjna (KAI)