Przedstawiamy fragment artykułu, który ukazał się w dwumiesięczniku dla chorych "Wstań". Przed nadchodzącą wigilią warto go przeczytać i przemyśleć.
Bogu – świeczkę, człowiekowi…
O ile kwestia przebaczenia w relacji Bóg – człowiek jest klarowna i zrozumiała, o tyle już jej przyjęcie w relacjach międzyludzkich łatwe nie jest. Coraz częściej dostrzegamy pośród nas postawy dziwnego rozgraniczania tego, co należy oddać Bogu, i to najlepiej w kościele, od tego, co ludzkie, sąsiedzkie, małżeńskie albo zwyczajnie moje. Doskonałym obrazem tak pojętej niespójności duchowej jest przypowieść o dłużnikach (por. Mt 18,21-35). Ewangeliczny król oczekiwał, że sługa, który był mu winien dziesięć tysięcy denarów, daruje także swojemu współsłudze o wiele mniejszą kwotę. Tak się jednak nie stało, ponieważ Boże przebaczenie nie dotknęło wnętrza sługi. Jego serce nawet po darowaniu długu nadal pozostało zatwardziałe i niezdolne do przebaczenia swemu bliźniemu. Tym, co zamknęło serce ewangelicznego sługi, był egoizm i ambicja dająca poczucie wyższości, że mimo wszystko jest lepszym od swojego współdłużnika. Ostatecznie, dramatyczna sytuacja sługi i kara, którą otrzymał, ma zwrócić uwagę na bardzo istotny wymiar naszego życia duchowego, czyli na kwestię przeżywania sakramentu pokuty i pojednania. Podczas rachunku sumienia muszę zadać sobie konkretne pytanie: czy przebaczam wszystkie długi, winy i krzywdy, które inni mi wyrządzili? Inni: sąsiedzi, najbliższa rodzina, dalsi krewni. A może stojąc w długiej kolejce, oczekuję zuchwale wybaczenia tego, czego sam wybaczyć nie chcę? Dobrze przeżyta spowiedź święta daje człowiekowi wolność i otwiera go na otaczający świat. Wówczas dopiero każdy dar, każda modlitwa, ofiara i cierpienie stają się miłe Panu Bogu, a nam dają siłę do pokonywania codziennych trudności.
Cierpliwe działanie
Oczywiście pojednanie nie jest prostą sztuką, którą z łatwością się osiąga. Często jest to długi proces, w którym potrzeba najpierw głębokiego przekonania o możliwości jego osiągnięcia, a także wiele samozaparcia i dobrej woli w ciągu jego realizacji. Chrześcijańskie przebaczenie, aby mogło stać się źródłem oczyszczenia i naprawienia zerwanych więzi, trzeba rozpocząć od siebie. Chodzi o umiejętność dostrzeżenia własnej roli w trwającym nieporozumieniu, dokonania jego obiektywnej oceny i uznania ewentualnej winy oraz pojednania z samym sobą. Następnym krokiem będzie dopiero powzięcie decyzji o wybaczeniu drugim. O ile proces samoprzebaczenia, chociaż trudny i bolesny, często się udaje, o tyle realne „wyruszenie” w kierunku osoby równie zranionej nierzadko staje się progiem nie do przebycia. Łatwiej jest wobec Boga i spowiednika zadeklarować gotowość darowania krzywd swojemu winowajcy, trudniej natomiast powrócić do fizycznego przebywania w towarzystwie tej osoby i do powiedzenia słowa „przepraszam”.
Ochrona przed nienawiścią
Zanika dziś zdolność życia wartościami, takimi jak: poświęcenie, empatia, uczciwość i zdolność wybaczania. Dlatego coraz trudniej o szacunek i poszanowanie opinii innej niż własne zdanie. Trudności z autentycznie przeżywanym problemem wybaczenia dotykają bardzo konkretnych sytuacji naszej codzienności i przyjmują najczęściej postać egoizmów, zajmujących miejsce miłości małżeńskiej, ambicji i zazdrości, zatruwających stosunki sąsiedzkie, oraz niezdrowej konkurencji, będącej następstwem pokoleniowej rywalizacji pomiędzy zasadami postępowania rodziców i ich dzieci. Zdarza się, że nienawiść kierowana jest w stronę ludzi starszych i cierpiących. Krzywdzące wówczas działanie przyjmuje formę obojętności, surowości, niezrozumienia ich oczekiwań i potrzeb. Chrześcijańską odpowiedzią wobec rodzących się konfliktów i trudności, których przecież nie da się zupełnie wyeliminować, winna być troska o niedopuszczenie, aby przerodziły się one w nienawiść. Niestety, dzisiaj coraz trudniej o dobrą wolę w przeciwdziałaniu złu, łatwiej jest natomiast trwać w tak zwanym świętym spokoju, polegającym na przebywaniu ze sobą przy równoczesnym nierozmawianiu, aby przypadkiem nie wywołać konfliktu. Czy o święty spokój chodziło Chrystusowi? Chyba nie, skoro ewangeliczny radykalizm domaga się od każdego chrześcijanina czegoś więcej – „przebaczenia z serca”, czyli działania pozbawionego wszelkich kompromisów. Przebaczenie wypływające z serca polega na trwałości, niepielęgnowaniu w pamięci doznanych zranień, otwartości, świadomości własnej słabości oraz gotowości do ciągłego otwierania się na drugiego według ewangelicznej logiki „nie siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (por. Mt 18,22) - pisze ks. Gruca.
JW/Wstan.net
