Czy marsz „Obudź się Polsko” okazał się sukcesem?
- Sukces jest tutaj pojęciem względnym. Dlaczego? Zgromadzono tłum zwartych, zadeklarowanych zwolenników Jarosława Kaczyńskiego i NSZZ „Solidarność”. Jakbym wysoko nie oceniał determinacji tych ludzi to oni sami nie umożliwią przejęcia władzy przez Jarosława Kaczyńskiego. Są silni, ale nie aż tak silni, są liczni, ale nie aż tak liczni. Marsz traktuję jako mocne uderzenie, ale przede wszystkim w wymiarze propagandowym, które stało stać się również przygrywką do akcji czysto politycznej i również propagandowej, prowadzącej do realnych efektów, która nazywa się rząd techniczny PiS. To nie wypali, ale będzie głośne propagandowo. Więc jeśli o samą oprawę marszu – jest w porządku, ale efekty polityczne - patrząc na arytmetykę sejmową – mizerne.
Wczoraj we Francji protestowano z powodu zbliżających się cięć i oszczędności. Protest sobotni był podobny?
- To, co we Francji, było obywatelskim oburzeniem o podłożu ekonomicznym, u nas w marszu było suto podlane sosem ideologiczno-religijnym. To nie byłoby możliwe we Francji. W marszu w Warszawie gospodarka była jakby gdzieś na doczepkę, choć może do momentu przemówienia Piotra Dudy szefa „Solidarności”, bo jego przemówienie było niezłe. Ważne w marszu były przede wszystkim interesy medialne toruńskiej stacji. Poza twardymi zwolennikami Radia Maryja, PiS czy „Solidarności”, raczej nikt nowy się nie przyłączył.
Byli przecież też ludzie młodzi, a warszawiacy przy kawiarnianych stolikach na Trakcie Królewskim raczej solidaryzowali się z protestującymi niż ich kontestowali.
- Tak. Była to zdecydowanie inna manifestacja niż pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Przebiegała w miarę spokojnie i tutaj należy się ukłon w stronę organizatorów. Pytanie, co można ugrać na tym politycznie? Obawiam się, że jednak niewiele i nawet bym zarzucił tutaj Jarosławowi Kaczyńskiemu, że trochę marnuje ten potencjał tkwiący w młodych czy nieco starszych ludziach. Marnuje go na polityczną gierkę w przedstawieniu rządu technicznego. To jest falstart, na trzy lata przed wyborami, wykorzystując do tego zgromadzoną energię ludzi. Być może podczas kampanii udałoby się ugrać mu na tym więcej.
Czy coś pęka w polskim społeczeństwie? Czy ten sobotni marsz był do tego przygrywką?
- Nie traktował tego, w kategoriach, że społeczeństwo się przebudziło ale, że to pęknięcie na „my” i „oni”, my i władza funkcjonujące od kilku lat zostało jeszcze bardziej umocnione. Jest silny obóz PO i PiS. Ludzie jednak nadal boją się Kaczyńskiego u władzy, by grupa, która protestowała w Warszawie mogła przejąć władzę zgodnie z arytmetyką sejmową, ale i sondażową.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

