Metodę nieinwazyjnych testów prenatalnych przeprowadzanych na podstawie próbki krwi pobieranej od kobiety w ciąży odkryli w roku 2010 naukowcy z Chinese University of Hongkong. Jednaj jej praktyczne zastosowania od samego początku były trudne. Sam dr Shendure przyznaje, że w jego badaniach nowe testy wielokrotnie zawodziły. Większość uczonych jest jednak zdania, że przeszkody i problemy z nową techniką uda się usunąć w ciągu najbliższych pięciu lat. - Niebawem sekwencjonowanie genomu płodów w pierwszym trymestrze ciąży stanie się działaniem rutynowym – zapewnia Arthur Beaudet z Baylor College of Medicine w Houston.Dr Kevin Lo, uczony, który bada nowe testy także jest zdania, że wszystkie związane z nimi problemy uda się przezwyciężyć w ciągu pięciu lat.



Nowa, nieinwazyjna metoda ma pozwolić na wykrywanie ponad 3.500 tysiąca schorzeń genetycznych u dzieci w łonach matek. Ma być ona tanie i niezawodna. To zaś oznacza, że jej głównym skutkiem będzie śmierć jeszcze większej liczby dzieci, u których zdiagnozowany zostanie zespół Downa czy inne choroby. Już teraz w Stanach Zjednoczonych ginie 95 procent dzieci, u których na płodowym etapie życia zdiagnozowano to schorzenie. Gdy testy staną się prostsze i tańsze diagnoza taka będzie stawiana o wiele częściej i o wiele więcej dzieci będzie zabijanych.



Na problemy etyczne zwracają zresztą uwagę także sami twórcy tej metody. Im nie przeszkadza wprawdzie, że zabijane będą dzieci z zespołem Downa czy Edwardsa, ale mają już wątpliwości, co do tego, czy etyczne będzie zabijanie dzieci, u których testy wykryją genetyczną skłonność do Alzheimera czy chorób związanych z krążeniem. - Nie sądzę, by używanie testów do diagnozowania takich chorób – podkreśla doktor Lo. Jego wątpliwości nie mają jednak najmniejszego znaczenia. Gdy testy te wejdą do użytku coraz więcej chorych będzie eliminowanych. Oczywiście w imię prawa do szczęścia ich rodziców, a także uznania, że jakość życia jest ważniejsza od życia.



TPT/BioEdge.org/ABC