W lutym kobiety wdarły się do prawosławnej świątyni mając na głowach kolorowe kominiarki. Przed ołtarzem rozstawiły aparaturę nagłaśniającą i wykonały utwór nazwany przez siebie "Modlitwą punkową". Prosiły w nim Bogurodzicę, aby "przepędziła Putina". Filmik z tego wydarzenia został umieszczony w internecie. Dziewczyny szybko zostały oskarżone o obrażenie uczuć religijnych i szerzenie nienawiści oraz profanację. Kilka dni temu policja i FSB zatrzymała całą piątkę. Teraz grozi im do siedmiu lad łagru. Brytyjski „The Guardian” informuje, że członkinie zespoły Nadieżdyna Tołokonnikowa i Maria Aliochina protestują już przeciwko warunkom aresztu, gdzie posiedzą przynajmniej do kwietnia. Obie kobiety mają dzieci. W Rosji słychać coraz więcej protestów przeciwko surowemu potraktowaniu artystek.


"Większość z nas uważa takie zachowanie w świątyni za niedopuszczalne. Wszelako za jeszcze bardziej niedopuszczalną uważamy reakcję na to wydarzenie - wszczęcie śledztwa i pozbawienie wolności, a także ostre uwagi pod adresem uczestniczek punkowej modlitwy ze strony członków Cerkwi prawosławnej" - napisali autorzy apelu do Cyryla, zwierzchnika rosyjskiej Cerkwi prawosławnej- informuje RMF.fm. Jednak rzecznik Władimira Putina określił występ jak  "odrażające wydarzenie". Według niego doszło do złamania prawa, naruszenia norm religijnych i obrazy uczuć wierzących. „Bez wątpienia jest to sprawa dla sądu” - powiedział. Dziewczyny z „Pussy Riot” są znane rosyjskim władzom. 20 stycznia na Placu Czerwonym zaśpiewały piosenkę "o Putinie, który przestraszył się opozycyjnych wystąpień". Zostały zatrzymane i ukarane mandatem „za naruszenie przepisów o wiecach i zgromadzeniach”.


Występ grupy jest oczywiście skandaliczny z uwagi na to w jakim miejscu się odbył. Oglądając filmik z tego wątpliwej jakości show trudno nie czuć się zażenowanym i nawet urażonym. Jednak trudno nie zgodzić się ze autorami petycji, którzy zwracają uwagę, że karanie więzieniem za taki czyn jest przejawem postępującego totalitaryzmu w Rosji. Niestety w tym kraju za mniejsze przewinienia czekają na obywateli surowe kary. Kobiety powinny zostać co najwyżej ukarane sporym mandatem (i nagrodą za odwagę sprzeciwnienia się putinizmowi) za zakłócenie przebiegu nabożeństwa. Podejrzewam, że tak by się stało, gdyby ich „protest song” nie dotyczył „cara” z KGB, który znów jest prezydentem. Pamiętajmy, że ten "car" nie wybacza. Miejmy nadzieję, że Cyryl wykaże się chrystusowym miłosierdziem i wybaczy skandalistkom, a te przeniosą się ze swoim protestem w ulice Moskwy. Kościól nie jest miejscem na takie happeningi.


Łukasz Adamski


The Guardian/RMF.fm