- Przecież nie zbieraliśmy podpisów na terenie samej świątyni – dziwi się Luís Botelho z portugalskiej organizacji pro-life. Dodaje, że zgodnie z portugalskim prawem każdy może zbierać podpisy pod petycjami w dowolnym miejscu przestrzeni publicznej.
- Staliśmy obok głównych bram wjazdowych na teren fatimskiego sanktuarium. Dwa nasze zespoły zostały wyproszone z terenu na zewnątrz świątyni – relacjonuje Botehlo i nazywa całe zajście absurdalnym skandalem.
Zdaniem pro-lajfera, incydent w sanktuarium fatimskim pokazuje ogólny nastrój panujący w Portugalii, także pośród znacznej części hierarchów katolickich, którzy nie wspierają chrześcijańskich organizacji broniących życia od momentu poczęcia. Portal LSN, który poinformował o sprawie, poprosił o komentarz lokalnego biskupa i rektora świątyni, ale nie otrzymał odpowiedzi.
Pro-Referendo Vida to chrześcijańska organizacja pro-life, która zbiera podpisy w sprawie zwołania w Portugalii referendum. Miałoby ono zapytać Portugalczyków o konieczność uznania człowieczeństwa płodu i zagwarantowanie prawem nienaruszalności życia ludzkiego od momentu poczęcia, aż do naturalnej śmierci.
Aborcja na życzenie w pierwszych 10. tygodniach ciąży została zalegalizowana w Portugalii, kraju, którego większość obywateli uważa się za katolików, w 2007 roku w wyniku referendum, w którym 59,2 proc. głosujących opowiedziało się za „dekryminalizacją dobrowolnego przerywania ciąży”.
Działacze Pro-Referendo Vida ubolewają, że zbierając podpisy w obronie życia na terenie sanktuarium słyszeli wypowiedzi takie jak: „Aborcja to prywatna sprawa”, „Jestem pro-choice i jestem z tego dumny” albo „Czy słyszałeś, żeby biskupi potępiali aborcję? Dlaczego więc ja miałbym to robić?”.
eMBe/LSN

