Wołomińska prokuratura 3 grudnia odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie zamieszczania przez Google Polska reklamy słowackiej kliniki aborcyjnej, która oferuje usunięcie ciąży za 370 euro – ustaliła Rzeczpospolita.
O pojawieniu się takiej reklamy poinformował prokuraturę, jako osoba prywatna, Piotr Uściński, starostwa powiatu wołomińskiego.
"Prokurator nie dostrzega w umieszczeniu takiego ogłoszenia znamion czynu zabronionego. Zachowanie podlegające ściganiu polega na nakłanianiu lub udzielaniu pomocy kobiecie ciężarnej do aborcji" – powiedział „Rzeczpospolitej" Artur Orłowski, prokurator rejonowy w Wołominie.
Stało się tak pomimo tego, że dziennikarze "Rzeczpospolitej" potwierdzili obecność reklamy.
Na pytanie czy nie był to przykład pomocnictwa prokuratura odpowiedziała: "W takim przypadku musiałoby dojść na przykład do dostarczenia narzędzi do przerywania ciąży, udzielenia rady czy informacji, jak tego czynu dokonać."
Ze znacznie większym zrozumieniem do sprawy odniosła się sama korporacja czyli Google. Piotr Zalewski, communications & public affairs manager, tłumaczył „Rzeczpospolitej", że reklamy dotyczące aborcji są niezgodne z zasadami reklamowymi firmy i nie są wyświetlane polskim użytkownikom: "Czasem może dojść, ze względu na automatyzację i skalę zamieszczania reklam, do ich prezentacji, ale w takich sytuacjach po otrzymaniu sygnału reagujemy. Tak było też w tym przypadku" – tłumaczy Zalewski.
ToR/rp.pl
