O rzetelności "Gazety Wyborczej" nie warto pisać. Ale o tym co napisała o dzienniku Adama Michnika Prokuratura Okręgowa w Warszawie, to już warto.
Okazało się, że dzienniakrze "Gazety Wyborczej" po prostu kłamią. I to dosyć często. "Gazeta Wyborcza" podała, że w 2007 roku po przegranych przez PiS wyborach z komputerów kontrwywiadu wojskowego kierowanego wówczas przez Antoniego Macierewicza skopiowano i wyniesiono bazę danych tysięcy agentów". I dodała, że o sprawie "wyniesienia dysków" została powiadomiona prokuratura.
"Gazeta Wyborcza" napisała również: "Prokuratura prowadziła śledztwo kilka lat, aż w 2013 r. po cichu je umorzyła. Powód? Niska szkodliwość czynu. Według źródeł "Wyborczej" śledztwo potwierdziło, że doszło do nieuprawnionego skopiowania danych, ale uznano, że nie ma dowodów, iż wyciekły poza Komisję Weryfikacyjną. Na tę decyzję prokuratury kontrwywiad złożył zażalenie i sąd nakazał dalsze prowadzenie postępowania".
Okazało się, że GW kłamie. I to jak. Prokuratura Okręgowa w Warszawie tak odniosła się do artykułu "Gazety Wyborczej": "Nie jest prawdą, iż podstawą umorzenia śledztwa o sygn. V Ds 28/08 była "niska szkodliwość czynu". Nie jest prawdą, iż postępowanie to zostało zakończone w roku 2013. Nie jest prawdą, aby sąd po rozpoznaniu zażalenia Służby Kontrwywiadu Wojskowego nakazał dalsze prowadzenie ww. postępowania".
I tyle wiadomości o GW!
mod/dziennik.pl/20m2Łukasza
