Czarne skrzynki nie zostały sfałszowane, a polska dyplomacja zrobiła wszystko, by odzyskać wrak samolotu - taka jest opinia prokuratury na temat doniesień zespołu Macierewicza.

Prokuratura odpowiedziała także na pytania skąd różnice w długości nagrań, z poszególnych skrzynek, a także niezgodności z innymi parametrami lotu.

Analizująca skrzynki komisja przy MSWiA opierała się na kopii z rosyjskiego "rejestratora katastroficznego", którą wykonano w Moskwie w obecności polskich prokuratorów i ekspertów.

Dostała też kopie z rejestratora eksploatacyjnego oraz urządzeń, które nagrywały głosy w kabinie pilotów. Parametry lotu badano również na podstawie zapisu polskiego urządzenia ATM. Notuje dane z opóźnieniem 1,5 s w stosunku do notowań rejestratora rosyjskiego. Stąd pierwsza różnica.

Komisja dodała też do tego zapisu 4 s z rejestratora rosyjskiego, który po prostu pracował dłużej niż ATM. Ale nie było to fałszerstwo.

Różnica druga - 3 s rozbieżności pomiędzy zapisem głosu a zapisem parametrów lotu - wynika z faktu, że czas zapisywany przez nagrywarki głosu jest opóźniony właśnie o tyle w stosunku do pracy urządzeń zapisujących dane techniczne.

Czarne skrzynki analizowała ABW i Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Nie stwierdzono jakichkolwiek manipulacji. "Należy podkreślić, że zarówno komisja, jak i biegli Instytutu Ekspertyz Sądowych mieli dostęp do oryginału taśmy z zapisem głosów z tego lotu" - czytamy w dokumencie prokuratury, która stwierdza, że "zapis jest ciągły i nie nosi śladu montażu".

ToR/wyborcza.pl