Pamięć ludzka bywa zawodna, ale bywa też wybiórcza. Dowodzi tego przesłuchanie przed komisją ds. Amber Gold prokuratora Witolda Niesiołowskiego, kierującego Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz w 2011 r. W czasie przesłuchania przed komisją ds. badania gdańskiej afery, prokurator nie mógł sobie przypomnieć, z jakich powodów jego podwładna, prok. Barbary Kijanko nie wszczęła wtedy śledztwa.
Zdaniem przesłuchiwanego, sprawa miała prawdopodobnie ,,niską szkodliwość społeczną'', i być może dlatego o niej zapomniał. Sprawę Amber Gold uznał prawdopodobnie za przestępstwo pospolite, zagrożone niewysoką karą - dwóch lat pozbawienia wolności.
Mimo stwierdzeń, że rozmawiał z podwładną prok. Kijanko, nie ma na ten temat wzmianki w aktach sprawy, co stwierdziła przesłuchująca go komisja.
Prokurator Niesiołowski pamięta jednak dobrze inne sprawy z tego okresu, m. in. dotyczącą błędu lekarskiego przy powiększaniu biustu pewnej Szwedki.
Jak wynika z dostępnych akt, zawiadomienie Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie Amber Gold trafiło do Prokuratury Rejonowej w Gdańsku-Wrzeszczu 30 grudnia 2009 r., zaś w styczniu 2010 r. odmówiono wszczęcia śledztwa.
W maju 2010 r., po zażaleniu ze strony KNF podjęto dochodzenie, lecz umorzono je po trzech miesiącach.
W zw. z kolejnym zażaleniem KNF sprawę podjęto ponownie, by w maju 2011 r. zawiesić ją z powodu oczekiwania na opinię biegłego rewidenta.
Kolejnym etapem było podjęcie śledztwa w 2012 r. i przekazanie go do wyższej instancji - do wydziału przestępczości gospodarczej gdańskiej prokuratury okręgowej.
LDD/wpolityce.pl/Fronda.pl
