- Autorzy tego projektu dopuszczają zapłodnienie in vitro.
- Uznają, że powinno być ono dostępne nie tylko dla małżeństwa, ale również dla wszystkich par heteroseksualnych, które nie mogą mieć w inny sposób dzieci (ma być to potwierdzane zaświadczeniem od lekarza).
- W trakcie procedury możliwe będzie tworzenie dowolnej ilości zarodków, które później będą przechowywane w lodówkach lub przekazywane innym parom.
- Dopuszczalne jest również genetyczne testowanie zarodków, jeśli pozwala ono wykryć „genetyczne predyspozycje lub podatność na zachorowanie”.
- W szczególnych wypadkach dopuszczone ma być również wybieranie płci dziecka, o ile „wybór taki pozwala uniknąć ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu zależnych od płci dziecka”.
Tłumacząc te założenia na język moralności oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że:
- Autorzy projektu nie mają najmniejszego moralnego problemu z faktem, że w trakcie procedury zapłodnienia in vitro ginie statystycznie (na jedno urodzone dziecko) dwadzieścioro innych. Koszty ludzkie są dla nich bez znaczenia. Podobnie, jak los dzieci zamykanych w wielkich lodówkach.
- Małgorzata Kidawa-Błońska i współautorzy projektu dopuszczają eugenikę, czyli uznają, że zdrowi mają większe prawo do życia niż chorzy, i że urodzenie osoby chorej może stanowić szkodę. Wynika to zarówno z zapisów dotyczących testów genetycznych, jak i zgody na to, by w przypadku dziedzicznych chorób eliminować z góry tych ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju, którzy mogą być nosicielami „niekorzystnych genów”, prowadzących do „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.
Już tylko te dwa zapisy sprawiają, że dla każdego, kto uznaje odkrycia współczesnej genetyki, czyli wiedzę o tym, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia – projekt ten jest absolutnie nie do przyjęcia. Jest on także nieakceptowany z punktu widzenia stanowiska Kościoła. Nie tylko wykazuje się on bowiem całkowicie obojętnym stosunkiem do życia ludzkiego, ale również do małżeństwa (zrównując konkubinaty i małżeństwa). To zaś oznacza, że katolik nie może głosować za takim ustawodawstwem. A głosowanie za nim może oznaczać publiczny grzech ciężki.
Tomasz P. Terlikowski
PS.: Omówienia ustaw w kolejnych dniach na Frondzie.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

