Postępiacy w swoim szale niszczenia wszystkiego, co staje im na drodze nie zauważyli, że łamią święte zasady demokracji, które sami wprowadzili. Dowody? Proszę bardzo. Oto pierwsze z brzegu przykłady:
Art. 18 PDPCz głosi: „Każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i przestrzeganie obyczajów.”
Dlaczego w takim razie nie wolno, na przykład: mówić, że dla chrześcijan czynny homoseksualizm jest grzechem, w wielu miastach Europy Zachodniej ustawiać na Boże Narodzenie dekoracji nawiązujących do stajenki betlejemskiej czy prowadzić procesji Bożego Ciała ulicami miasta?
Art. 19 mówi, że: „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.”
Jak to się ma do faktu, że niejedna osoba poniosła karę za wyrażanie swojej opinii o sodomii czy ideologii gender?
Podobne przykłady można by znaleźć w polskiej ustawie zasadniczej. Jest w niej jeszcze zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, aczkolwiek pojawiły się już nieraz postulaty zmiany brzmienia głoszącego tę zasadę art. 18.
Wiele zasad zawartych w Karcie Praw, czyli rozdziale II Konstytucji stosuje się wybiórczo lub w praktyce odrzuca. Przykładem jest choćby punkt 3 art. 31, który mówi, że: „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.” Nietrudno zauważyć, że zasady te są naruszane powszechnie w urzędach i przez większość organów władzy wykorzystujących byle pretekst by obywateli kontrolować czy ograniczyć ich swobody.
Art. 54, pkt. 1 głosi, że „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.” Jak się do tego mają szykany wobec dociekliwych dziennikarzy, tak się składa, że zazwyczaj krytycznych wobec władzy czy też utrudnienia w dystrybucji niewygodnych filmów dokumentalnych albo utrudnianie dostępu do informacji choćby związanych z katastrofą smoleńską?
art. 30 chroni godność osobistą następującymi słowami: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” Pięknie, tylko dlaczego nie dotyczy to opluwanego nieustannie ojca Rydzyka czy poniewieranej za swoją pracę Ewy Stankiewicz? Dlaczego artykuł ten nie chroni chrześcijan czy zwolenników poglądów prawicowych?
Jeżeli jednak założyć, że penalizacja tak zwanej mowy nienawiści i ograniczenie swobód obywatelskich jest konieczne dla zapewnienia ładu i porządku oraz ochrony praw i godności jednostki żądam natychmiastowej penalizacji takich zjawisk jak heterofonia, chrystianofobia, pisofobia czy prawicofobia. Żądam, aby wszelkie wypowiedzi krytykujące jakikolwiek przejaw swobody wyrażania poglądów, wyboru ideologii i swobody wyboru poglądów czy sposobu życia były ścigane na równi gorliwe i z takim samym zaangażowaniem jak obecnie tropi się najmniejsze przejawy homofobii. Wtedy nie będzie co prawda wolności wypowiedzi, ale za to przynajmniej sprawiedliwie dla każdego.

