Spięcie na linii Jarosław Kaczyński-Andrzej Zybertowicz? Wszystko zaczęło się od felietonu kandydującego z list PiS profesora w tygodniku "W sieci". Zybertowicz napisał w nim, że liczba błędów prezesa"przekracza ludzkie wyobrażenie". Oliwy do ognia dolał jeszcze wywiad udzielony tygodnikowi "Do Rzeczy", w którym profesor powiedział że gdyby nie miał odpowiedniej liczby kontaktów, jego kampania wyborcza „już dawno wyleciałaby w powietrze; miny podkładano od samego początku”. Kto miał to robić? Zybertowicz stwierdził jedynie, że chodziło o ludzi z "kręgu PiS-owskiego".

Wyznanie to wprowadziło w niemałą konsternację prezesa Kaczyńskiego. Lider PiS podkreślił zalety profesora jako naukowca czy rozmówcy, ale zapytał, czy są to zalety również polityczne. Co więcej dodał, że obawia się w tym przypadku "casusu Marka Migalskiego".

Co na to profesor? "Nieporozumienia przeminą a Prawo i Sprawiedliwość pod kierunkiem Jarosława Kaczyńskiego, jak wynika z moich diagnoz, jest jedyną partią zdolną do odsunięcia Donalda Tuska od władzy. Jedyną partią, która ma potencjał zreformowania Polski, potencjał rozbicia pasożytniczych grup interesów i spowodowania, by Polacy swojej energii nie oddawali obcym krajom, ale mogli wspólnie budować lepsze instytucje, tu w Polsce" – mówi w rozmowie z Fronda.pl.

W obronie Zybertowicza stanął również Bronisław Wildstein, który na antenie Telewizji Republika zaapelował do Kaczyńskiego o nieco więcej dystansu. "Andrzej Zybertowicz jest obdarzony poczuciem humoru, używa ironii nie dla wszystkich zrozumiałej, jest inteligentny, a jego ironia jest subtelna" – tłumaczył.

Czy Zybertowicz zgadza się z taką interpretacją? "Poza tym, co powiedziałem, nie mam już nic do dodania" – ucina krótko.

MaR/W sieci/Do Rzeczy, Telewizja Republika/Fronda.pl