Kościół powszechny, w perspektywie długiej historii swojego trwania na ziemi pokazuje, że jest zdolny do bardzo wielu zwrotów. Jednak nie tyle nie w sensie doktrynalnym, co w sensie zwrotów dostosowawczych. Kościół świetnie potrafi oceniać rzeczywistość, w której żyjemy i, nie tracąc niczego, co jest najistotniejsze, korzystać z owoców tego rozeznania. Mam tu na myśli choćby reformę Kościoła katolickiego w XVI wieku, jakże potrzebną i prowadzącą do przodu, czy reformę trydencką. Myślę także o wspaniałych pontyfikatach w XIX wieku, Piusa IX czy Leona XIII, którzy potrafili doskonale wskazywać zagrożenia, opisywane później w encyklikach przez Piusa X. Rzecz jasna, na myśl przychodzi także pontyfikat Jana Pawła II, choć oczywiście każdy z tych pontyfikatów poprzedzających papieża z Polski okazywał się być dla Kościoła zbawienny.

 

W tej perspektywie, zwłaszcza kiedy patrzymy na ostatnie pontyfikaty, widać wyraźnie, że Kościół odstąpił – choć nie wiadomo na jak długo – od tradycji, która wydawała się być niezachwianą przed Janem Pawłem, że papieżem był nie tylko Europejczyk, ale na dodatek Włoch. Myślę, że to stało się już pewną nową, jeśli można tak powiedzieć, tradycją. Dlatego wcale bym się nie zdziwił, gdyby kolejnym papieżem była osoba nie tylko spoza Włoch, ale także spoza kontynentu europejskiego. Dziś większość katolików żyje poza Europą. Co więcej, jedną z cech Kościoła powszechnego, widoczną na przykład podczas Soboru Watykańskiego II, szczególnie w tej koalicji Renu z Tybrem, był bardzo wyraźny europocentryzm. Wtedy był on widoczny i w jakiejś mierze doskwierał także biskupom polskim, którzy zdawali sobie sprawę, że rzeczywistość Kościoła wschodniej części Europy jest zupełnie inna.

 

Wydaje mi się, że jest to dobry czas, by z tego europocentryzmu wyjść. Nie tylko z racji globalizacji  która jest wyzwaniem także dla Kościoła powszechnego, ale także z racji różnorodności, bogactwa, które Kościół zdążył nagromadzić, a w którym to bogactwie nie tylko Europa rozdaje dary jako misyjna w historycznym oglądzie rzeczy. Europa wreszcie może być beneficjentem doświadczeń Kościoła powszechnego, czy to na kontynencie Ameryki Południowej czy Afryki. Widziałbym to właśnie w takim kontekście wzbogacania się, które może być dla Kościoła powszechnego bardzo ciekawe, o ile nastąpi to odwrócenie wektora. Doświadczenie Kościoła afrykańskiego czy południowoamerykańskiego może stać się bardzo ożywcze dla całego naszego chrześcijańskiego świata.

 

Not. Marta Brzezińska