Opinia została przygotowana dla Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu RP, która dziś będzie opiniować projekt prawa prywatnego międzynarodowego. Prof. Leszek Wiśniewski był ekspertem Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego w latach 1994-1997. Publikujemy ją przekonani, że najlepiej pokazuje ona zagrożenia, jakie związane są z wprowadzeniem tylnymi drzwiami zapisów, które zostały poparte przez większość PO.

 

Opinia prawna dotycząca zgodności ustawy - Prawo prywatne międzynarodowe z art. 18 Konstytucji RP

 

„Art. 18 Konstytucji RP z całą pewnością definiuje pojęcie małżeństwa wyłącznie jako związek heteroseksualny jednej kobiety z jednym mężczyzną i jest traktowany w nauce prawa konstytucyjnego za podstawową zasadę porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, obok innych zasad wymienionych w rozdz. I Konstytucji.

W trakcie debaty w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego nad sformułowaniem art. 18 Konstytucji posłowie i senatorowie specjalnie podkreślali heteroseksualność jako podstawową przesłankę pojęcia małżeństwa wyłączającą związek homoseksualny. Komisja Konstytucyjna brała też pod uwagę stan faktyczny określony w Kodeksie rodzinnym w zakresie formy zawarcia małżeństwa – przed urzędnikiem stanu cywilnego, przed kapłanem, po jego rejestracji w Urzędzie Stanu Cywilnego albo równolegle formę świecką i religijną, po spełnieniu wymaganych prawem formalności.

Z art. 18 Konstytucji nie wynika jednak zakaz dla ustawodawcy polskiego legalizacji w jakiejś formie  związku faktycznego kobiety z mężczyzną (konkubinatu) i uznania go za małżeństwo także wówczas, gdy tak będzie stanowiło prawo ojczyste obywateli innych państw. Wówczas kodeks rodzinny mógłby precyzować, że związek małżeński to także umowa co do wspólnego pożycia kobiety z mężczyzną zawarta np. w formie aktu notarialnego zgłoszonego następnie do Urzędu Stanu Cywilnego.

Nie ma bowiem wątpliwości, że związek małżeński jest kontraktem (umową cywilną) zawartym wyłącznie między kobietą i mężczyzną co do wspólnego pożycia i założenia rodziny, który jest legalizowany nie w formie precyzowanej w Konstytucji, lecz w ustawie zwykłej (w Kodeksie rodzinnym). Aby konstytucyjne pojecie małżeństwa jako związku kobiety z mężczyzną nie było w Polsce podważane na podstawie art. 48 prawa prywatnego międzynarodowego, to art. 48 powinien zostać uzupełniony przepisem mówiącym, że na terytorium Polski za małżeństwo uznaje się wyłącznie zalegalizowany zgodnie z prawem ojczystym małżonków związek jednej kobiety pełnoletniej z jednym pełnoletnim mężczyzną za obopólną zgodą małżonków.

W razie braku takiego zastrzeżenia respektować należałby w Polsce bez żadnych wyjątków art. 48 prawa prywatnego międzynarodowego stanowiący: „o możności zawarcia małżeństwa rozstrzyga w stosunku do każdej ze stron jej prawo ojczyste z chwili zawarcia małżeństwa”. W konsekwencji na terytorium Polski należałoby wówczas respektować prawo ojczyste małżonków nawet traktujące za małżeństwo także związek osób tej samej płci, wielożeństwo, a także małżeństwo z osobą nieletnią albo z osobą przymuszoną do małżeństwa przez rodzinę według prawa ojczystego. Jeżeli w Polsce respektuje się – zgodnie z treścią ww. art. 48 zagraniczne małżeństwa heteroseksualne, to bez takiej klauzuli wykluczającej należałoby także na tej samej podstawie prawnej respektować małżeństwo homoseksualne, z nieletnią, wielożeństwo i inne zgodnie z prawem ojczystym małżonków np. państw arabskich, afrykańskich, czy azjatyckich.

Ogólna klauzula porządku publicznego zawarta w art. 7 prawa prywatnego międzynarodowego, stanowi, że „prawa obcego nie stosuje się, jeżeli jego stosowanie miałoby skutki sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej” (a wiec także sprzeczny z art. 18 Konstytucji). Może okazać się niewystarczająca, gdy art. 48 prawa międzynarodowego prywatnego zostanie potraktowany przez niektórych interpretatorów jako przepis szczególny wobec ogólnego przepisu art. 7 na podstawie zasady lex specialis derogat legi generali – przepis szczególny uchyla przepis ogólny. Podobnie jak spotkać można w literaturze prawa traktowanie art. 18 Konstytucji za przepis niezaliczany do zasad podstawowych polskiego porządku prawnego. Należy mieć na uwadze także argumenty dotyczące związków małżeńskich osób o innej orientacji seksualnej, gdyż te odmienności sprzeczne z art. 18 Konstytucji RP, coraz częściej uwzględniane są w prawie ojczystym innych państw.

Ofensywa homoseksualizmu prowadzona jest pod sztandarem obrony praw człowieka, mimo iż z prawami człowieka niewiele ma wspólnego, a często wręcz im szkodzi. Logiczne myślenie uczy, że prawo do zachowania gatunku należy uznać za najbardziej podstawowe z wszystkich podstawowych praw człowieka i każdej żywej istoty. Nasuwa się więc tylko jeden wniosek, że to prawo gwarantujące przetrwanie ludzkości może być realizowane wyłącznie w drodze prokreacji możliwej dzięki parom heteroseksualnym. Pary homoseksualne nie wnoszą niczego do realizacji tego fundamentalnego prawa naturalnego, a przeciwnie, im więcej będzie homoseksualistów, tym gorsze będą perspektywy przyrostu naturalnego, który gwarantuje rozwój społeczny, gospodarczy, kulturalny i wszelki inny sprzyjający prawom człowieka. Ruch homoseksualny w swoim własnym interesie nie powinien popierać siebie, lecz heteroseksualizm, bo dzięki niemu także homoseksualiści istnieją na tym świecie. Obserwuje się też stałą eskalację poglądów o równości małżeństw homoseksualnych z heteroseksualnymi. Poglądy takie są sprzeczne z utrwalonymi w społeczeństwach wartościami, wielowiekową tradycją kultury europejskiej, chrześcijańskiej i innych religii. Godzą też w dobra gwarantowane prawem międzynarodowym i krajowym, dotyczące ochrony praw człowieka: w tradycyjną rodzinę składającą się z reguły z rodziców i ich dzieci, nazywaną „naturalną i podstawową komórką społeczeństwa” (art. 16, ust. 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, art. 23 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych) oraz małżeństwo jako związku kobiety i mężczyzny (art. 16 ust. 1 Powszechnej Deklaracji, art. 23 ust. 2 Paktu Praw Osobistych i Politycznych, art. 12 Europejskiej Konwencji i art. 18 Konstytucji RP).

Dlaczego więc propaganda homoseksualizmu ma być popierana przez społeczeństwa skoro prawom człowieka nie służy, lecz im szkodzi? Międzynarodowe organy ochrony praw człowieka wyrażają pogląd, że nie zasługuje na ochronę takie postępowanie, któremu towarzyszy inne postępowanie sprzeczne z ideą praw człowieka.

Protokół Fakultatywny do Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych w art. 3 pozwala Komitetowi Praw Człowieka odrzucić skargę, gdy sam skarżący się postępuje niezgodnie z paktem. Tak właśnie orzekł Komitet Praw Człowieka w sprawie J. T. przeciwko Kanadzie (skarga nr 104/1981), gdy ustalił, że skarżący się naruszył art. 20 Paktu, gdy listami i telefonami głosił hasła antyżydowskie, a następnie domagał się od Komitetu ochrony swojej wolności głoszenia poglądów. Na podobnych przesłankach oparta była decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2 września 2004 r. w sprawie W. P. i inni przeciwko Polsce. Trybunał stwierdził, że nie jest naruszeniem istoty wolności zrzeszania się zakaz władz polskich w sprawie założenia Stowarzyszenia Narodowo-Patriotycznego Polaków Poszkodowanych przez Bolszewizm i Syjonizm, gdyż założyciele chcą nadużyć wolność zrzeszania się gwarantowaną w art. 11 Europejskiej Konwencji godząc jednocześnie w inne wartości chronione w art. 17 tej Konwencji, przez głoszenie poglądów rasistowskich i antysemickich.

Europejska Konwencja o Ochronie Praw i Podstawowych Wolności Człowieka z 4 listopada 1950 zapewnia w art. 1. wyłącznie ochronę wolności i praw określonych w rozdziale I Konwencji, w którym nie ma mowy o równouprawnieniu różnych orientacji seksualnych . Żaden z kolejnych protokołów dodatkowych do Konwencji tego stanu nie zmienił, a tylko w formie przewidzianej w Konwencji mogła nastąpić jej zmiana. To, co nie było przewidziane w czasie uchwalania i ratyfikowania Konwencji w 1950 r. oraz w protokołach dodatkowych przyjętych w latach następnych nie może być potem ustanawiane bez decyzji Państw-Stron tego traktatu. Podobnie jest w aktach normatywnych prawa uniwersalnego: Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r. oraz w Międzynarodowych Paktach Praw Człowieka z 1966 r.

Lansowane przez ruch homoseksualistów nowe pseudo-prawa człowieka np. dotyczące legalizacji par homoseksualnych na wzór związku małżeńskiego nie mogą być też kreowane w ustawach, bo z małżeństwem i rodziną nie mają nic wspólnego, a także z ochroną praw człowieka opartą na prawno-naturalnych podstawach. Orientacja seksualna stanowi najbardziej intymną sferę prywatności człowieka i jakakolwiek jej regulacja prawna już jest naruszeniem tej prywatności.

Państwo i prawo może ingerować w sferę życia seksualnego tylko w razie realnego i zdarzającego się w praktyce zagrożenia przestępczością kryminalną, a wiec dla ochrony wolności człowieka przed gwałcicielami oraz w celu ochrony dzieci przed dewiantami i demoralizacją.

Pisanie w aktach normatywnych o orientacji seksualnej rzekomo w celu ochrony przed dyskryminacja prawną homoseksualistów, biseksualistów, transseksualistów czy lesbijek jest zbędne, gdyż żaden akt prawny nie wyklucza ich z ogólnie przysługujących wszystkim praw. Nikt tego nie neguje, ze osoby te mimo sprzecznych z naturą skłonności czy upodobań podlegają ochronie prawnej przed dyskryminującą pozbawiającą ich praw człowieka – na podstawie klauzul generalnych przyjętych w Konstytucji RP np. w art. 32), ustawach krajowych i umowach międzynarodowych (art. 14 Europejskiej Konwencji, art. 2 i 3 Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych). Z przepisów zawartych w tych aktach normatywnych wynika też, że pojęcie „związku małżeńskiego” dotyczy wyłącznie prawnie zalegalizowanego związku kobiety z mężczyzną, a nie innych osób, nawet gdy w celu obejścia prawa pojecie to zastępuje się pojęciem zamiennym „związek partnerski”.

Oczywiście, że w wyżej wskazanych przepisach chodzi o zakaz dyskryminacji w sprawach ważnych dla całego społeczeństwa, a wiec w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym, jak głosi art. 32 Konstytucji RP. W aktach prawnych tej rangi może być mowa tylko najważniejszych dziedzinach życia realizowanych w ramach podstawowych (fundamentalnych) praw człowieka, a nie o skłonnościach seksualnych nielicznej grupy ludzi, bo to jest wyłącznie ich najbardziej intymną prywatnością.

W takim właśnie rozumieniu formułują zasadę równości i niedyskryminacji przepisy umów międzynarodowych o ochronie praw człowieka. Ważne są też podane w nich przykładowo przyczyny, które nie mogą być powodem dyskryminacji: rasa, kolor skóry, płeć, język, religia, poglądy polityczne lub inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, sytuacja majątkowa. Nie ma tam mowy o orientacji seksualnej, która zresztą może dotyczyć nie tylko homoseksualizmu, lecz także na przykład pedofilii, (którą w Belgii i Holandii postuluje się zalegalizować) bigamii czy poligamii (legalnej w państwach muzułmańskich) i wielu innych odmian „orientacji seksualnej”.

Ochrona przed dyskryminacją z powodu takiej wieloznacznej „orientacji seksualnej” wpisana została do art. II – 21 Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy, który w 2005 r. został odrzucony w referendum przez Francuzów i Holendrów. Traktat ten po niewielkich zmianach ponownie w 2007 r. został zaproponowany państwom członkowskim Unii Europejskiej do ratyfikacji, ale już pod nową nazwą Traktatu Reformującego. Nadal akceptuje się w nim zwrot o ochronie przed dyskryminacją z powodu nie wiadomo jakiej „orientacji seksualnej”. Autorzy tego dokumentu nie uwzględnili oczywistego faktu, że dominujący liczebnie heteroseksualiści i nieliczni homoseksualiści są to dwie odmienne grupy społeczne o przeciwstawnych rolach społecznych w procesie gwarantowania najbardziej podstawowego i naturalnego prawa człowieka – prawa do zachowania gatunku i do wychowywania dzieci przez rodziców – matkę i ojca. Tylko ten jeden argument wskazuje wystarczająco, że postulat legalizacji związków par homoseksualnych nie ma nic wspólnego z ochroną praw człowieka. Przeciwnie – godzi w newralgiczne prawo człowieka do założenia rodziny składającej się z kobiety i mężczyzny oraz ich dzieci. Nieuzasadnione jest wiec domaganie się równoprawnego traktowania związków partnerskich homoseksualistów ze związkami małżeńskimi heteroseksualnymi albo podobnych praw do adopcji dzieci. Te dwa związki ludzi są zupełnie nieporównywalne. Zasada równości wymaga, aby właśnie „sytuacje porównywalne nie były traktowane w sposób różny, a sytuacje różne nie były traktowane w sposób identyczny, chyba, że to zróżnicowanie jest obiektywnie uzasadnione” – jak głosi orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 7 lipca 1993 r. (sygn. C-217/91 w sprawie Hiszpania przeciwko Komisji, Zbiór Orzeczeń 1993, s. I – 3923). Polski Trybunał Konstytucyjny orzekł podobnie: „ Konstytucyjna zasada równości wobec prawa polega na tym, że wszystkie podmioty prawa (adresaci norm prawnych) charakteryzujące się daną cechą istotną (relewantną) w równym stopniu, mają być traktowane równo. A więc bez żadnych zróżnicowań dyskryminujących, jak i faworyzujących” (wyrok z dnia 21 września 1999 r. sygn. K 6/98, OTKZU nr 6/1996, poz. 55, s. 530). Identyczne w treści stwierdzenie zawarte zostało w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 29 czerwca 2001r. (sygn. K. 23/00, OTKZU nr 5/2001, poz. 124, s. 711).

Powyższe orzeczenia potwierdzają bezzasadność powoływania się homoseksualistów na zasadę równości i niedyskryminacji w sprawach związków partnerskich i adopcji dzieci.

Nic wiec dziwnego, że Polska na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli zgłosiła w połowie czerwca 2007 r. deklaracje do Traktatu Reformującego w następujących sprawach:

Po pierwsze – Polska wraz z Irlandią zarezerwowała prawo przyłączenia się do tzw. „protokołu angielskiego”, wyłączającego stosowanie na terytorium Wielkiej Brytanii niektórych przepisów Karty Praw Podstawowych dotyczących praw socjalnych, ochrony środowiska i konsumentów, a także zakazujących unieważniania na podstawie Karty obowiązujących w kraju przepisów prawnych, przez jakikolwiek sąd, w tym także przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Po drugie – Polska złożyła jednostronną deklarację, że „Karta w żaden sposób nie narusza prawa państw członkowskich do stanowienia ustawodawstwa w sferze moralności publicznej, prawa rodzinnego, a także ochrony ludzkiej godności i poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka”.

Deklaracje te bywają odbierane krytycznie, argumentując to tym, że mało kto jest zainteresowany ograniczeniem gwarancji praw socjalnych, natomiast sprawy dotyczące prawa rodzinnego, aborcji, eutanazji i innych kwestii moralnych, są już i tak wyłączone spod kompetencji prawa Unii Europejskiej.

O ile zastrzeżenia Polski dotyczące praw socjalnych można uznać za zbędne i sprzeczne z długoletnią polską tradycją „państwa opiekuńczego” potwierdzoną nadal przepisami Konstytucji RP z 1997 r., to już w części spraw rodzinnych i moralnych polska deklaracja jest w pełni uzasadniona. Nie można bowiem przyjąć za wiarygodne argumenty o neutralności Unii w sprawach moralno-rodzinnych, skoro już w lutym 1994 r. Parlament Europejski przyjął za dopuszczalne związki homoseksualne i adopcję dzieci przez nie, oraz domaga się od państw członkowskich prawnej legalizacji małżeństw homoseksualnych.

Następuje wręcz eskalacja legalizacji tych sprzecznych z prawami naturalnymi „małżeństw” w wielu państwach Unii, np. w Islandii – ustawą o rejestrowanych związkach partnerskich nr 87 z 12 VI 1996 r.; w Holandii – ustawą o dopuszczeniu małżeństw osób tej samej płci oraz ustawą o adopcji przez osoby o tej samej płci – obie z tej samej daty 21 XII 2000r., czy w Niemczech ustawą o życiowych związkach partnerskich z dnia 16 II 2001 r. W szeregu innych państw europejskich przyjęto podobne ustawy, aby spełnić postulat „poprawności politycznej” w sprawach homoseksualizmu, lansowany przez organy Unii Europejskiej, które zgodnie z prawem unijnym powinny w tych sprawach zachować milczenie. Homoseksualizm można i należy tolerować, ale nie propagować na zgromadzeniach publicznych i w środkach przekazu, bo to jest skłonność sprzeczna z prawami naturalnymi, na podstawie których ukształtowane zostały prawa człowieka. O tym powinny pamiętać sądy krajowe i trybunały międzynarodowe”.

 

Prof. Leszek Wiśniewski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »