„Rosja zafundowała już to na Ukrainie i teraz funduje nam na terenie Polski” – powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Romuald Szeremietiew. Ekspert ds. bezpieczeństwa zaznaczył, że jeśli Polska zajmie wyłącznie defensywną pozycję, prowokacje będą trwały.
W nocy z 1 na 2 listopada doszło do kolejnego bardzo niepokojącego incydentu na polsko-białoruskiej granicy. Polscy żołnierze zauważyli na terytorium naszego kraju trzy umundurowane i uzbrojone w długą broń osoby. Na mundurach nie mieli oznaczeń i przeszli na białoruską stronę zanim udało się nawiązać z nimi kontakt.
W rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Romuald Szeremietiew zaznaczył, że celem działań białoruskiego reżimu jest wypracowanie na terenie Polski „odcinka stałego napięcia, który irytuje i wprowadza destabilizację w państwie”.
- „Rosja zafundowała już to na Ukrainie i teraz funduje nam na terenie Polski. W związku z tym, jeżeli będziemy zajmować tylko pozycję defensywną, tzn. starać się jakoś odpierać ataki i będą coraz gorsze próby, to oczywiście będzie trwało”
- podkreślił przypominając, że na Ukrainie trwa to już kilka lat.
W mocnych słowach ekspert wypowiedział się na temat opublikowanego wczoraj nagrania, na którym gen. Waldemar Skrzypczak, gen. Mirosław Różański, europoseł Janina Ochojska i aktorka Maja Ostaszewski apelowali do polskich żołnierzy i funkcjonariuszy SG.
- „To świadczy o tym, że potrzeba walki politycznej ze znienawidzoną władzą, przysłania opozycji zdrowy rozsądek. Prowadzi ścieżkę bardzo niebezpieczną, mianowicie wykonywania działań agenturalnych na rzecz agresora. To jest chyba oczywiste i wszyscy to widzą. Chyba tylko ktoś, kto jest ślepy musi tego nie widzieć”
- stwierdził prof. Szeremietiew.
kak/wPolityce.pl
