Czy będzie walka o pokój?

Rosja nie chce nowej zimnej wojny - zapewnił prezydent Władimir Putin w trakcie dyskusji na Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu. Wcześniej na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego, miejscu spotkań ekspertów od polityki wewnętrznej i zagranicznej Rosji zapewniał, że Rosja nie zamierza na nikogo napadać. Prezydent Putin zadeklarował, że nie chce „zimnej” i tym bardziej wykluczona jest wojna „gorąca”.

Z drugiej strony NATO zapewnia, że chce dialogu z Moskwą, też nie chce żadnej wojny. A wiec wojny nie będzie - mieszkający w „przesmyku suwalskim” mogą spać spokojnie. Będą też „spały” na wyrzutniach Iskandery. Wicepremier Mateusz Morawiecki może przeznaczyć pieniądze, które MON chce wydać na śmigłowce, czołgi, rakiety i OT, „prywatną armię” Antoniego Macierewicza, na służbę zdrowia, szkoły, naukę, inwestycję i zmienić program 500+ na co najmniej 1000+ na każde dziecko.

I można byłoby ze spokojem spoglądać w przyszłość gdyby… Ostatnio na Bałtyku pojawiły się dwie rosyjskie korwety z wyrzutniami rakiet, które mogą przenosić głowice nuklearne na odległość 2500 km.  Okręty mogą razić cele na terenie całej Europy Środkowej od Skandynawii na północy po Bałkany na południu. Niedawno Moskwa potwierdziła, że w kaliningradzkiej obłasti  znalazły się taktyczne rakiety Iskander, które też mogą przenosić ładunki jądrowe na odległość 500 – 700 km. Z Kaliningradu można więc można uderzyć w cele na terenie całej Polski i „Pribałtyki”.

Rosja w swoim arsenale posiada dużo taktycznej broni jądrowej, ładunków o małej mocy, które wg doktryny rosyjskiej mogą posłużyć do uderzeń w przypadku, gdyby rosyjskie siły konwencjonalne nie dawały sobie rady w boju. W czasach Układu Warszawskiego taktyczne środki nuklearne miały umożliwić działania wojenne w rozwijaniu ofensywy na Zachód, w kierunku Atlantyku i Kanału La Manche. Sztab Generalny „ludowego” Wojska Polskiego przewidywał na potrzeby ofensywy w kierunku Danii 123 uderzenia jądrowe na mniejsze i większe cele.

Dziś warto sobie uświadomić, że użycie takiego „małego atomu” według Rosji jest dopuszczalne w innych warunkach. Możliwe jest użycie taktycznych środków jądrowych bowiem nie będzie to stanowić zagrożenia w wymiarze strategicznym, np. dla USA i nie wywoła światowego konfliktu. Rakieta z rosyjskiej korwety na Bałtyku nie doleci do Waszyngtonu i Amerykanie o tym dobrze wiedzą. Posłużenie się przez Rosjan taktyczną bronią jądrową nie wywoła światowej wojny atomowej.

Rosjanie wypracowali formułę tzw. deeskalacji konfliktu. Oznacza ona, że na początek Rosja używa się mocnego, ale ograniczonego uderzenia (konflikt z Gruzją), a następnie deklarując chęć zakończenia konfliktu negocjuje tak, aby coś zyskać (Abchazja, Osetia Płd.). Kreml uważa, że przy pomocy takich deeskalowanych konfliktów stopniowo odbuduję swoją strefę wpływów na terenie „bliskiej zagranicy”.  Użycie wojska w tym procesie ma zasadnicze znaczenie nie tylko w fazie wywołania konfliktu, ale też dla zapewnienia Rosji silnej pozycji w negocjacjach.  Przy czym używanie sił zbrojnych ma jednak pewne istotne ograniczenie. Rosja po prostu zdaje sobie sprawę, że nie miałaby szans w konflikcie zbrojnym z NATO – zwłaszcza przewaga Amerykanów w siłach konwencjonalnych jest miażdżąca. Jest tylko jeden obszar militarny, gdzie Rosja ma porównywalne zdolności wojskowe. Tym obszarem są siły nuklearne.

Pojawiły się wiadomości, że Rosjanie rozmieszczają broń atomową w pobliżu granic państw będących w NATO - Polski (Kaliningrad), Rumunii (Krym), państw nadbałtyckich. W trakcie manewrów wojsk rosyjskich rozgrywanych na terenie Białorusi i zachodniej Rosji w scenariuszach ćwiczeń znajduje się użycie taktycznej broni jądrowej. W Rosji realizowany jest nie tylko gigantyczny program rozbudowy armii, ale też buduje się wiele schronów przeciwatomowych. Ostatnio miały miejsce ćwiczenia obrony cywilnej, która zajmuje się ochroną ludności w czasie wojny, w tym zwłaszcza wojny atomowej. Jak poddają media w tych ćwiczeniach brało udział 40 milionów obywateli Rosji.

Rosja wyraźnie pokazuje Zachodowi, że przygotowuje się  do wojny jądrowej. Pojawiają się też ze strony Rosji zarzuty, że NATO jej zagraża i Rosjanie będą zmuszeni do obrony z użyciem sił nuklearnych. Przy tym podnosi się, że uderzenia taktyczną bronią nuklearną nie dotkną państw, które dysponują własnymi arsenałami jądrowymi, ale będą wymierzone w ich sojuszników, którzy tej broni nie posiadają. To według Kremla minimalizuje prawdopodobieństwo odwetu ze strony mocarstw, które posiadają własny, strategiczny arsenał jądrowy i pozwoli zakończyć konflikt na rosyjskich warunkach, według wzorca deeskalacyjnego. Tak więc sama obawa przed wybuchem wojny atomowej ma skłonić Zachód do ustępstw. Mamy jednak do czynienia nie tylko z taką groźbą. Gdyby bowiem Zachód sugestii nie zrozumiał, to Moskwa dopuszcza użycie taktycznej broni atomowej w jakimś konflikcie (ograniczone co do mocy i miejsca) co umożliwiłoby Rosji uruchomienie procesów  negocjacyjnych w których silna Rosja mogłaby uzyskać spodziewane korzyści. Mówi brytyjski generał Richard Shirreff: „Oni [Rosjanie] rzeczywiście prowadzą tego typu grę - jakby nie zauważali, że w tego typu rozgrywkach stawka idzie w górę bardzo wysoko, bo naprawdę pojawia się ryzyko, że w końcu obie strony zaczną na siebie zrzucać bomby nuklearne. W takiej sytuacji zagrożona będzie nasza egzystencja”.

Deklaracja prezydenta Putina, że Rosja nie chce wojny może być prawdziwa. Kreml wolałby poszerzać swoją strefę wpływów bez wojny i za aprobatą Zachodu, przestraszonego wizją spadających na europejskie miasta rosyjskich rakiet z głowicami atomowymi. Jeśli Zachód nie zechce jednak ustępować, nie wystraszy się, to Moskwa może uznać, że bez spektakularnego uderzenia atomową bronią taktyczną np. na Ukrainie, na Łotwie, czy w Polsce nie będzie negocjacji i ustępstw ze strony Zachodu na rzecz Rosji. Może więc być tak jak w dawnym dowcipie: pytanie do Radia Erewań – czy będzie III wojna światowa? Radio odpowiada – wojny nie będzie, ale będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie.

Romuald Szeremietiew